środa, 22 września 2010

Moje błędy - ku przestrodze :)))

W dzieciństwie wpojono mi zasady dobrego wychowania, z których jedna nakazuje szanować starszych. Problem w tym, że nikt nigdy nie głosił zasad, według których szacunek należy się młodszym. Te śmieszne powiedzonka "Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie" to dramatyczny oddźwięk tego, jak jest faktycznie w naszym społeczeństwie. Rodzice ciągle chcą podporządkować dzieci sobie, a nie siebie samych do dzieci. Dlatego byłam tak bardzo wzruszyły mnie parę lat temu słowa Doroty Zawadzkiej, Superniani, która jest dla mnie ogromnym autorytetem: dziecku trzeba okazywać miłość i szacunek!
To ciągle dźwięczy mi w uszach, bo jak tu znaleźć granicę, pomiędzy tym, żeby szanować decyzje i wybory dziecka, np. nie chce jeść fasolki, nie chce nosić tej kurteczki, nie chce siusiać do nocnika, z jawnymi przejawami terroryzmu dziecka wobec rodziców - mam tu na myśli sytuację, że dziecko widzi jak coś osiągnąć i bezpardonowo do tego dąży. Do tego prawdziwa zmora, to dziadkowie, którzy ze swoja starą szkołą wychowania psują wiele efektów mojej długiej i żmudnej pracy...
Ja szanuję to, że moje dziecko boi się siusiać do nocnika, zakładam jej pieluszkę, bo chcę, żeby czuła się komfortowo i bezpiecznie. Potem zaś słyszę: Meluniu, przecież ty już jesteś taka duża, musisz zrobić siusiu do nocniczka jak duża dziewczynka. Wszyscy się będą z ciebie śmiali, że jeszcze nie robisz.
Albo: wypluj smoczek, smoczek jest "bee", wszyscy się będą śmiali, że masz smoczek w buzi!
W takich chwilach nóż mi się otwiera w kieszeni. Do tego argumenty, że pieluszki są drogie, i i le my na nie wydajemy... Przecież to zupełnie nasza sprawa ile wydajemy i tylko Meli sprawa, kiedy się poczuje gotowa na nocnik.
Dziś jednak uległam i puściłam ją bez pieluchy. Mimo, że przez pół godziny krzyczała i płakała "daj pieluchę", byłam twarda, rozstawiłam w mieszkaniu trzy nocniki i czekałam. Finał był fatalny, mała zaczęła się trząść, krzyczeć "nie bój się", wtulać się we mnie, więc nie dla swojego spokoju, ale dla jej poczucia bezpieczeństwa wyjęłam pieprzone opakowanie pieluch i jej jedną od razu założyłam. Natychmiast zrobiła siusiu. Czuję, że poniosłam dziś fiasko jako rodzic, ulegając czyimś absurdalnym wizjom wychowania i przyuczania dzieci. Moja biedna kruszynka teraz śpi, mam tylko nadzieję, że takie sesje bezpieluchowe nie wywołają u niej jakiejś traumy... Jestem tak potwornie zła na siebie! To właśnie jest wina tej propagandy sukcesu, tego, że rodzice 10miesięczaków chwalą się na placach zabaw jak to ich dzieci siusiają na nocnik, a roczniaki liczą do 10-ciu! A ja mam to wszystko gdzieś, nie tresuję mojego dziecka tylko bawię się z nim w to, co sprawia mu przyjemność, wywaliłam połowę "edukacyjnych" zabawek, które bawią się same zamiast dziecka. I każdemu rodzicowi teraz powiem, że nie jest sukcesem wyuczenie cudem na niemowlaku, że przypadkiem siedząc 40 minut na nocniku coś tam popuści, ale wyczucie sygnałów dawanych przez dziecko, że jest gotowe pokonać kolejny stopień w rozwoju.

RODZICE: bawcie się ze swoimi dziećmi, turlajcie się na łóżku i podłodze, chowajcie się za murkiem i wyskakujcie z dzikim krzykiem, chodźcie się pluskać na basenie, a nie "uczcie" pływania, rysujcie, malujcie palcami, noście w chustach i mnóstwo przytulajcie!!! To bardziej wesprze rozwój niż liczące słoniki i żółwiki, ślimaki co to śpiewają alfabet, i inne kolorowe zmory, co to teraz stoją w kącie.

 
Dziś proponuję obłędny sos pomidorowy do makaronu, którym podzielił się ze mną niedawno dobry znajomy (świetnie gotuje - zaproszenie do nich na obiad to uczta dla podniebienia). Trochę go zmodyfikowałam.
 
SOS POMIDOROWY Z MASCARPONE
  • duża marchew
  • trzy ząbki czosnku
  • trzy czerwone cebulki
  • puszka pomidorów
  • garść ziaren kolendry
  • sól
  • pieprz
  • suszona papryka
  • bulion w proszku
  • opakowanie (250g) serka mascarpone (ja używam polskiej "Piątnicy" jest świetny do sosów)

 
Marchew, czosnek i cebulkę drobno posiekane podsmażam na oliwie, ale nie za długo, bo marchewka musi być do pogryzienie, lekko twarda. Potem dodaję puszkę pomidorów i przyprawy: łyżkę utłuczonej w moździerzu kolendry, sól, pieprz, łyżeczkę bulionu. Pod sam koniec dodaję serek i wszystko mieszam i już nie gotuję. Podaję z makaronem typu spaghetti, ale może być każdy inny, natomiast uwaga! nie dwajcie juz żadnego serka do posypania, bo co za dużo to nie zdrowo! Koniecznie dajcie dzieciom, Mela uwielbia wszystkie kluchy i im bardziej się pobrudzi przy jedzeniu tym lepiej!
 

 

15 komentarzy:

  1. Napiszę tylko jedno ;)

    Dziękuje za tę notkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, co do nocnika i babcinych rad. Ja bardzo się cieszę, że mam babcię na odległość i nie kłuje jej w oczy, że moja 20-miesięczna panna jeszcze nocnika na oczy nie widziała :) Dodam tylko, że mam też dwie starsze dziewczynki i jak się pozbywać pieluchy wiem bardzo dobrze i sama do tego doszłam słuchając dzieci właśnie. Najstarsza, niestety, odcierpiała swoje, gdy za radą i naciskiem babci właśnie, w wieku 9 miesięcy pierwszy raz na nocnik została posadzona.... Pozdrawiam serdecznie! Bardzo ciekawy blog :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, mój teść się poczuł urażony, że napisałam "prawdziwą zmorą są dziadkowie..." Nie miałam tu na myśli, że są zmorą w ogóle lecz, jak sam zresztą przyznał, że bardzo, bardzo, bardzo rozpieszczają dzieci :)))))) Teściu mój drogi, przecież wiesz, że mam do Ciebie największe zaufanie jeśli chodzi o opiekę nad wnukami!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się bardzo Twoje podejście do tych wstrętnych zabawek! Ja sama nigdy takiej nie kupiłam,a te co dostaliśmy schowałam, bawimy się klockami, samochodzikami albo sami robimy zabawki. Mój synek uwielbia książeczki i z nich dowiedział się dużo więcej niż od gadającego żółwia;) tylko trzeba cierpliwie odpowiadać na serię pytań "co to?" A co do nocnika to też nie ganiam z nim za synkiem, będzie gotów to powiemy pieluchom "papa", a pytania babć "co z nocnikiem?" "robi już na nocnik?" po prostu puszczam mimochodem! Pozdrawiam! Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem o czym mowa. Sama (niestety!) również nieraz doświadczyłam "dobrych" rad babć. Jestem jeszcze mocno początkującą mamą, gdyż moja córeczka ma niespełna pół roku i pewnie z tego względu bardzo emocjonalnie podchodzę do pewnych kwestii. Jedną z nich jest podważanie mojej intuicji względem dziecka - czego potrzebuje, co lubi, a czego nie, czy jest mu dobrze itp.
    Niejednokrotnie wyłam ze złości i smutku na zmianę, jak słyszałam, że jestem złą matką bo daję dziecku słoiczkowe obiadki, bo karmię piersią i dziecię z pewnością się nie najada (czyt. głodzisz ją!), że kurczak jest wstrętny i trzeba podawać dziecku cielęcinkę, że to, że tamto, że sramto. Jak już mi złość i smutek przechodzą to modlę się w duchu, żebym ja - wyciągając naukę na przyszłość - uniknęła takich błędów, jakie popełniają nasze mamy, występując z pozycji wszystkowiedzących. Boże broń nie odmawiam im życiowej mądrości i doświadczenia, ale do licha ciężkiego to jest MOJE dziecko, z którym spędzam 24 godz na dobę, 7 dni w tygodniu i widzę i obserwuję i analizuję jej reakcje na wszystko, co się wokół niej dzieje.

    a tak na marginesie - bardzo mądra z Ciebie kobieta!
    pozdrawiamy!
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację, o tym właśnie zapominają inni, że my znamy dzieci najlepiej i wiemy kiedy im zimno, kiedy są glodne, a kiedy po prostu marudzą lub są znudzone! Dziękuję za miłe slowo i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. podzielam wasze zdanie co do tych wszech-wiedzących zabawek, według mnie są zbędne, o wiele za drogie i tylko rozpraszają i tak naprawdę hamują rozwój dziecka, ograniczają wyobraźnię i tak dalej. Cieszę się, że nie tylko ja mam problemy z dziadkami i ich komentowaniem karmienia piersią, a to że źle trzymam przy karmieniu, że za krótko, że mały się nie najada, że ma już 5 miesięcy a ja nadal karmię piersią, no skandal jakiś, no i obiadki gotowe, przecież to sama chemia... i nie docierają żadne tłumaczenia, że warzywa z targu zerwane z pola przy drodze krajowej to więcej chemii niż w fabryce opon, i że zamierzam karmić ile będę mogła. Co do nocniczka to nie mam jeszcze doświadczenia, więc dziękuję wam za informacje. Czytanie tego bloga przynosi mi wielką ulgę, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. tak a pro po... teraz mnie jeszcze naszlo przegladajac twoje starsze wpisy wlasnie... ze najbardziej zachecajace sa te zdjecia z Mela( i Wojtusiem pewnie juz tez niedlugo)... jak wlasnie jedza sami:)tak pieknie,lapkami z apetytem.. mnie to od razu sklania w strone kuchni i do gotowania marsz!!!!!pozdrawiam cieplutko:)monia

    OdpowiedzUsuń
  9. Malgosiu- czytając Twoj post, jakbym czytala zapisane wlasne mysli.Sama od lat-wielu-postepuje wg wlasnych instynktow, nie slucham nikogo i staram sie dac dzieciom cieplo i poczucie bezpieczenstwa.Duzo by o tym pisac, ale po latach widze, jak bardzo sie to oplacilo.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm ale nie mozna tez dziecku zawsze ustepowac.BO dzieci umieja to pozniej wykorzystac.wiem co pisze.

    OdpowiedzUsuń
  11. No i święta prawda!
    Jestem mamą dwulatka - nie pracuję, więc jestem z nim prawie cały czas. Mieszkamy z teściami i babcią, więc możemy sobie pozwolić na "odpoczynek od siebie" na kilka chwil. Na dziecko nie krzyczę, bo to nie ma sensu, trzeba mu wytłumaczyć po literkach czego chcę. Z nocnikiem próbujemy od pół roku i często przy zmianie pieluchy (w łazience) sam z siebie idzie i się wysiusia, wytrze a nawet wyleje zawartość do ubikacji. Smoka chce tylko czasami na noc.
    Mimo, że dużo mu czytam, rozmawiam z nim - chciałoby się napisać - jak z dorosłym (nie zdrabniam, a przynajmniej nie nagminnie), Władek operuje zaledwie kilkoma wyrazami, ale jest na tyle inteligenty, że na prawdę dużo rozumie i dużo potrafi przekazać tymi kilkoma wyrazami. Słyszałam już nie raz, że takie dziecko już powinno mówić biegle i to całymi zdaniami. Myślę sobie wtedy, że mój syn to nie tresowana małpa, która mówi co mu mama każe (a powiedz: mama, a powiedz: tata, etc.)
    Oczywiście - szacunek nie polega na tym, że daję sobie wchodzić na głowę, bo dobrze potrafię wyczuć, kiedy Wład wymusza, albo robi coś, co może mu zagrozić. Ale tak sobie myślę - moje dziecko tylko raz w życiu ma 2 lata, możemy się wydurniać, udawać pieski i bawić się zwierzątkami do woli...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie! najgorsze jest to: "bo dzieci się będą z ciebie śmiały" lub "nikt cię nie będzie lubił". Poprzysięgłam sobie, że każdemu takiemu stwierdzeniu powiem stanowcze NIE, nawet teściowej, a co! Wszystko to jeszcze przede mną. Btw: fantastyczny blog!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja staram się nie ustępować w niektórych kwestiach - zwłaszcza takich, które potem mogą skutkować coraz większymi problemami, np.podczas zakupów (i tu biorąc przykład z p. Zawadzkiej umawiamy się, że kupujemy tylko jedną rzecz i koniec - potem córka - też Mela ;) może sobie wybierać - ciastka czy cukierki :))No i staram się nie popuszczać jeśli chodzi o ubieranie - 5lat to już czas najwyższy (no ale jak brak czasu to wszystko idzie w łeb i w końcu mama albo tat ubiera)Co do np. siusiania - Mela siusiała do 2,5 roku w pieluchy. Wcześniej podejmowaliśmy próby i się udawało, ale z kupą uciekała w krzaczki do ogródka. Samodzielna stała się jak tatuś naopowiadał jej, że pieluchy są strasznie drogie (a wtedy uwielbiała zbierać pieniążki do skarbonki), na dodatek ta samodzielność toaletowa miała miejsce w czasie kiedy zazwyczaj odradza się aby dziecko uczyć siusiania na nocnik - urodził się jej braciszek - czyli mogło się zdarzyć, że akurat nie będę mogla do niej podejść na czas, ale Melania dała rade bo chciała. Tymek ma teraz prawie 2 i pół roku - próbujemy, ale z miernym skutkiem -czasem sam zrobi sisiu na nocnik po kąpieli. Ściąganie pieluchy nie robiło na nim wrażenia nawet jak się osiusiał. A najmłodszy Szymek ma 10 miesięcy i jestem ciekawa jak to z nim będzie. Z mówieniem też każde inaczej - Melania mając rok miała taki zasób słów jak obecnie Tymek. Podobnie z chodzeniem: Melania mając roczek chodziłą samodzielnie, Tymek puścił sie dopiero mając 13 miesięcy - bo siostry co go popycha nie było w domu i miał wreszcie odwagę by to zrobić. A Szymek sobie czworakuje choć powoli nabiera ochoty na chodzenie (przestał podskakiwać a zaczyna dawać kroczki) i nikt go nie zmusza wsadzając w chodzik czego niecierpi.
    Jak powiedziała mi pani neurolog każde dziecko się inaczej rozwija i nie ma co porównywać z innymi. Staram się nie porównywać i czekam aż sami dojrzeją do kolejnego etapu.Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Koniecznie muszę spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mądre słowa. Popieram całą sobą.
    Ja też nabrałam w końcu dystansu. Teraz słucham tylko jednej babki - swojej intuicji;-P
    Starodawnym, tępym teoriom mówię nie!A na samą myśl o radach-zaczynam warczeń i jeży mi się włos na karku.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się opinią!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...