Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 kwietnia 2012

Wesołych Świąt!!!

Bez mazurków, babki drożdżowej, pieczeni, jajek faszerowanych i wielu, wielu innych potraw!

Bez kilku dni spędzonych w kuchni.

Bez zakupów w tłoku i stresie.

Bez szczególnych dekoracji.

Bez wyrzutów sumienia.

Czy gorzej...???

Nie!

Mamy za to najwspanialsze pisanki na świecie! I o wiele więcej czasu dla siebie...

Kościółek Góralski pokryty gontem, piracka skrzynia skarbów, galeon i opity rumem pirat - są autorstwa mojego Taty! Pszczółka - moja, Uśmiech (połączenie kolorów najmodniejsze w sezonie) - dzieło Meli :))))










Cudownych, Wesołych i Pogodnych Świąt!!! No, może na pogodę nie ma co specjalnie liczyć...

Niech Wam nie zabraknie przy Świątecznym Stole, tego, czego najbardziej potrzebujecie: Rodziny, Duchowego Skupienia, Wielkanocnych przysmaków, odpoczynku w wolne dni.

Do zobaczenia za kilka kilogramów :)))



Włóczkowe kurki to rękodzieło babci kolegi z pracy - Babci Marianki :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Tête-à-tête... historia pewnej obsesji.




Cywilizowane kobiety są nauczone, by powstrzymywać pierwotne instynkty oraz większość uczuć. Kontrolować emocje, nie okazywać humorów.

Kontrolowanie emocji to podstawa, zwłaszcza w relacjach zawodowych. Czasem też w rodzinnych. Coś z pogranicza tych dwóch relacji to stosunek wiążący mnie z moją nianią. Dualizm każdej sytuacji jest dla mnie męczący, więc i tu, podobnie, sama nie wiem jak poklasyfikować swoje emocje i podsumować nianię doskonałą.



Tak, jest doskonała! Ale... zaczynam odczuwać wobec tej dziewczyny pierwotne i niepohamowane lęki, zazdrość, zawiść... Gdy mój Synek biegnie do niej, wdrapuje się na kolana, gdy widzę jak go przytula - mam ochotę wyrwać go z jej objęć i kazać się wynosić precz!!! Czasem nawet wynosić się precz i ... nigdy nie wracać!!!

Z drugiej strony wszystkim przyjaciółkom opowiadam z przeogromną nutą wdzięczności w glosie, że los zesłał nam taką nianię: mój Synek po prostu ją kocha!

Do jasnej cholery, nigdy nie byłam tak zazdrosna, nawet o męża, o żadną rzecz czy osobę!


Słucham jej wdzięcznego szczebiotu, relacji o wyprawie na plac zabaw, wyliczania książeczek, które czytali, domków z klocków, które zbudowali i łzy zbierają mi się w kącikach oczu. Łzy wzruszenia: oto bowiem relacja świadka z osiągnięć mojego dziecka. Łzy smutku: to nie ja pierwsza to zobaczyłam! Łzy wściekłości na siebie: nie umiem powstrzymać tych negatywnych myśli wobec takiej fajnej dziewczyny! Łzy bezradności: miotam się między zachwytem a nienawiścią. Jedno okazuję. Drugie głęboko chowam. W końcu mam nianię doskonałą!

Wrażenie doskonałości niani potęguje zestawienie ze mną: kiedy wracamy do domu to wszelkie ślady zabawy są już dawno zatarte: zabawki schowane do pudełek, klocki wygarnięte spod kanapy, łóżeczka pościelone, miseczki po obiadkach wyczyszczone i schowane do szafek kuchennych... Kiedy następnego dnia niania wchodzi - to zapewne przeciera oczy ze zdumienia, bo to nie ten sam dom, który wczoraj opuściła: na kanapie piżamy dzieci, na podłodze nocnik, w zlewie pełno naczyń, zabawki w każdym możliwym kącie, u mnie na łóżku bateria ubrań, butów i staników, w łazience ręcznik rzucony na ziemię. A ja biegam między tym wszystkim i popędzam córkę, już wiem, że spóźnimy się do przedszkola. Próbuję upychać ubrania w szafie, wynoszę nocnik. Niania mnie zatrzymuje, spokojnie, mówi, zajmę się tym. Ze stoickim spokojem zbiera i składa piżamki, uspokaja dzieci, wynosi rzeczy tam, gdzie ich miejsce.

Widzę to i milczę. Nie widzę żadnego oceniania w jej spojrzeniu, ale jej spokój - dla równowagi - wzbudza moją okropną irytację. Widzę swój dom jej oczami. Słyszę swój podniesiony glos - jej uszami. Odczuwam swój brak panowania nad sytuacją - jej pozostałymi zmysłami. Jestem niedoskonała. Z tym żałosnym podsumowaniem opuszczam stajnię Augiasza. Odprowadzam córkę, idę do pracy i przez cały dzień odganiam uczucie porażki. Wracam po pracy i, tak jak niania rano, nie poznaję domu. Cykl się zamyka. Dzieci biegają po mnie. Zrzucam ubrania byle gdzie. Wyjmujemy tony zabawek. Nie mam siły ich chować. Z jednym okiem zamkniętym - jak monitor komputera, który powoli się wygasza, by oszczędzać energię, czytam dzieciom jedną książeczkę. Nie mam siły wstać na wieczorne zmycie makijażu. Zasypiam. Mam dziwne sny... widzę jak pracuję przy biurku, a tłum kobiet - matek jakichś dzieci, otacza mnie, zarzucając dokumentami, prośbami, żądaniami. Patrzą na mnie karcącym wzrokiem. Trzymają zdjęcia, na których niania tuli mojego synka, a on ze śmiechem zarzuca jej rączki na szyję. Odwracam się do nich i krzyczę:

- Zostawcie mnie w spokoju! Nie macie serca? Nie widzicie, że teraz, właśnie w tej chwili, jakaś laska bez skrupułów odbija mi chłopaka mojego życia??!!!



Wściekła wychodzę na korytarz. Przypominam sobie "Przeminęło z wiatrem" i mówię sama do siebie, zupełnie jak Scarlett: "Pomyślę o tym jutro!".

Budzę się kilka minut przed alarmem budzika. Iskierka zazdrości, wściekłości i goryczy, która zalęgła się w mojej głowie - została lekko stłumiona przez straszny wstyd za te prymitywne odczucia i pragnienie dostosowania się do norm społecznych, które zabraniają strzelania focha wobec niani, która jest wspaniała dla twojego dziecka. Chwilowo wygrała ta strona mojej osobowości, która docenia nianię i cieszy się, że czas który ja spędzam w pracy - mój synek spędza z cudowną, pogodną i oddaną mu osobą. Obsesja zwyciężona...



Tête-à-tête, czyli SERNIK NA SPODZIE Z CIASTECZEK OREO Z SOLONYM KARMELEM

Obsesja... ten stan ogarnął mnie również w kuchni! Od wielu dni próbuję odtworzyć zwykłe ciastko z cukierni Magdy Gessler "Słodki..Słony..". Chodzi o serniczek o wdzięcznej nazwie Tête-à-tête.

Spód jakby z herbatników digestive, na nim cienka warstwa kajmaku, na wierzchu jakaś serowa masa. Niby banał, ale na razie każda próba kończy się klęską. Dwie kobiety wprawiają mnie w poczucie dyskomfortu psychicznego w jednym miesiącu - niania i Magda Gessler! :)



Za którymś razem dałam sobie spokój z odtwarzaniem identycznego ciacha i wymyśliłam coś własnego. Próba jest nie do końca udana, ale świadomie prezentuję takie "nie-dorobiony" przepis, w nadziei, że ktoś z Was podzieli się ze mną spostrzeżeniami i poradami, jak go poprawić. Spód i solony karmel są doskonałe - nie chcę zmieniać tu żadnych proporcji. Problemem jest masa serowa na górze: próbowałam już wersje z mascarpone, Philadelphią, zwykłym twarogiem mielonym na serniki - za każdym razem masa jest zbyt rzadka i spływa ze spodu przy próbach krojenia... Od razu zastrzegam, że nie chcę kombinować z żelatyną - musi być jakiś inny sposób zagęszczenia tej masy, bez pieczenia of korrs. Jedyne rozwiązanie jakie na razie stosuję, to nałożenie minimalnej warstwy serka - wszystkie smaki łączą się doskonale, ale ciastko jest płaskie i wygląda mało efektownie! Sami widzicie, że to prawdziwa obsesja! Drugie rozwiązanie, to podanie ciasta w formie deseru w szklance. Pokruszone ciasteczka oreo można zalać solonym karmelowym sosem i na wierzch nałożyć serek - tak jak w deserach typu tiramisu. A oto moje proporcje:

spód:
  •  300g ciasteczek Oreo
  • 100g masła (roztopionego)

Ciasteczka wrzucam do malaksera, dodaję roztopione masło i miksuję. Blachę o dowolnym kształcie (prostokątne, kwadratowe, okrągłe) wykładam papierem do pieczenia, przekładam tam masę ciasteczkową i wstawiam do lodówki, musi się porządnie schłodzić.




solony karmel:
  • 200g cukru
  • 30g masła
  • 250ml śmietanki 30-36%
  • 1 płaska łyżeczka soli, najlepiej morskiej - bez substancji przeciwzbrylających i innych "ulepszaczy"

Cukier roztapiam powoli - NIE MIESZAJĄC - w małym garnuszku. Gdy nabierze bursztynowego koloru i calywogóle nie trzeba się nimi przejmować - rozpuszczą się później. Sos doprowadzam do wrzenia i gotuję 5-7 minut, intensywnie mieszając, żeby rozpuścić wspomniane ewentualne grudki. Po tym czasie schładzam najpierw na parapecie, potem kilka godzin w lodówce. Schłodzony przekładam na ciasteczkowy spód.

masa serowa:
  • 500g sera twarogowego (następnym razem użyję 250g!)
  • skórka z polowy pomarańczy
  • ziarenka z połowy laski wanilii (lub ekstrakt waniliowy lub cukier waniliowy)
  • kilka łyżek cukru pudru (do smaku, jak słodką masę lubicie)
  • łyżeczka soku z pomarańczy


Wszystkie składniki masy wrzucam do malaksera i miksuję na gładki krem. Schładzam, potem przekładam na wierzch karmelowej warstwy.

Finito!



Ciekawa alternatywa dla Świątecznego sernika - warto pokombinować, jak tylko znajdę idealne rozwiązanie - dam znać!





sobota, 23 kwietnia 2011

Wesołych Świąt...

... przez kilka dni byłam chora - dlatego zrobiłam tylko jednego mazureczka wielkości chustki do nosa, a przymierzam się jeszcze do faszerowanych jajek... to wszystko, ze świątecznych potraw, które powstały w mojej kuchni - ale trudno! odrobię te "straty" za rok ;)

Życzę Wam udanych, smacznych, pogodnych Świąt i koniecznie Mokrego (nie za bardzo) Dyngusa!!!



Mazurek różano-migdałowy
Od lewej: kotek autorstwa mojego taty, Elmo spod mojego pędzla :), robot R2D2 namalowany przez mojego męża i gitara Fender Telecaster - mój tata
Tutaj zmienia się tylko Elmo na Berta :)
"Stoi na stacji Lokomotywa", moj tata się popisał :)
R2D2 widok z lotu ptaka :)

wtorek, 19 kwietnia 2011

Babeczki z herbatą Earl Grey i jajeczkami

Tradycyjnych przepisów na wypieki wielkanocne znajdziecie całą masę! Dlatego moja propozycja jest trochę inna - mimo, że niezbyt tradycyjna - może przypaść do gustu "babciom", bo moje babeczki wielkanocne mają wspaniały smak herbaty Earl Grey, a dodatek czarnego pieprzu nadaje im nieco "kolonialnego" posmaku :)

Śliczne pomarańczowe i żółte papilotki do pieczenia babeczek i muffinków są ze sklepu Aledobre.pl, w którym to miejscu już na dobre zagościłam i wsiąkłam przeglądając cudeńka cukiernicze, przyprawy, formy i wszystkie pomocne w gotowaniu przyrządy! Do jutra, do 7 rano, w sklepie trwa promocja - przy zamówieniu dowolnej ilości produktów, plus promocyjnego opakowania wanilii - dostawa kurierem gratis! To ostatnia szansa na przedświąteczne zakupy produktów do wypieków - bez wychodzenia z domu, a dostawa na następny dzień - więc zdążycie jeszcze naszykować pyszności :)

Kupiłam tam również lukier plastyczny, zwykły, biały - a w domu miałam jeszcze cielisty barwnik spożywczy - tak powstały ręcznie ulepione jajeczka, którymi ozdobiłam moje babeczki Earl Grey. A oto ten niekonwencjonalny przepis:

BABECZKI EARL GREY
  • 2,5 szklanki mąki
  • szklanka cukru
  • 1 jajko
  • 100g masła
  • łyżeczka soli
  • 1/4 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1,5 szklanki mocnego naparu herbaty Earl Grey
  • 1 szklanka rodzynek

na jajeczka:
  • ok.100g lukru plastycznego (białego)
  • pół łyżeczki barwnika spożywczego, cielistego, w paście
Przepis zaczerpnęłam od Anny Olson, kanadyjskiej mistrzyni cukiernictwa. Przepis jest na keks, ale ja go zmodyfikowałam tak, aby wyszły babeczki. Składniki podałam na ok. 16  sztuk. Rodzynki zalałam herbatą, by zmiękły. W misce wymieszałam wszystkie sypkie składniki, następnie dodałam miękkie masło i ucierałam palcami. Dodałam herbatę z rodzynkami, pozostawiając kilka łyżek herbaty w kubeczku. Wymieszane ciasto nakładałam do papilotek i piekłam przez ok.25 minut w 180C. Po ostudzeniu babeczek do resztki herbaty dodałam cukru pudru, by powstał lukier herbaciany - nakładałam go do na babeczki, by przykleić jejeczka z lukru. Gotowe :)









Przepis dołączyłam do akcji "Lubię herbatę"


 

piątek, 1 kwietnia 2011

Robię sobie jaja...

Bez jaj!
On sobie z ciebie robi jaja!
Ale jaja!

Pomiędzy wczesną podstawówką a późnym liceum, pewnie z resztą też na studiach - cała młodzież jaką poznałam wykorzystywała hasło "jaja" na okrągło! Pojawiały się w różnym kontekście - przeważnie chodziło o dowcipy, żarty, wygłupy. Jestem typem łatwowiernej blondynki - wspaniały model, by mnie "wkręcać" w jakieś dowcipy i zaaranżowane żarty. Dziwę się, ze nikt z przyjaciół nie zgłosił mnie nigdy do jakiegoś programu typu "Mamy cię!" :) słynę z tego, że uwierzyłam w nawet najbardziej naciągane historie i opowieści. Znam to jedynie z filmów, ale mina "wkręcanego", gdy słyszy:
- Nie no, co ty, żartowałem. A ty na prawdę uwierzyłaś?!!!!!!!!!

bezcenne.

Dziś pierwszy kwietnia, więc i ja robię sobie jaja!!! :)

Mój mąż zaczął pierwszy, zadzwonił przed chwilą z pracy:

- Kocham Cię!
- Ja też...
- Prima aprilis :)))

Cały ranek teraz obmyślam zemstę, planuję też jakie dowcipy zrobić pozostałej rodzince.

Ale robię sobie jaja także w znaczeniu dosłownym: do Świąt Wielkiej Nocy pozostały jeszcze ponad trzy tygodnie, ale można już zacząć przypominać sobie i testować co poniektóre przepisy z jajkami w roli głównej. Dziś u mnie przepis z "Kuchni Polskiej" Danuty i Henryka Dębskich na jajka faszerowane popularne. Robię dwie wersje: ze szczypiorkiem oraz z natką pietruszki. To taka klasyczna przystawka - tak bardzo kojarzy mi się nie tylko ze świętami, ale również z jakimiś rodzinnymi uroczystościami, imieninami babci, czy jakimś podobnym wydarzeniem. Ostatnio nawet zastanawialiśmy się z Kacprem, czy trochę nie jest tak, że od dawna królują w naszym domu jakieś dania i przystawki z różnych stron świata - więc teraz klasyczna sałatka jarzynowa i jajeczka faszerowane to niemal egzotyka na talerzu :)))

JAJKA FASZEROWANE POPULARNE

podaję składniki na 15 jajek, czyli 30 połówek
  • 15 jajek
  • ok.200g cebuli zwykłej
  • 1 kajzerka
  • sól, pieprz
  • 100g masła
  • pół szklanki bułki tartej
  • 2 pęczki szczypiorku
  • 2 pęczki natki pietruszki
Jajka trzeba ugotować na twardo i ja zawsze robię to dzień wcześniej, gdy ostygną wstawiam do lodówki i nie martwię się nimi aż do następnego dnia. W dniu faszerowania delikatnie kroimy (Kacper to mistrz) jajka na połówki i tu trzeba sobie wypracować jakąś dowolną (skuteczną technikę) - ja piłuję nożem ząbkowanym (do pieczywa), a Kacper lubi sobie sieknąć tak mocno, że od razu wychodzą dwie równiusieńkie połówki! :) wnętrze jajka przerzucam do malaksera, siekam i rozdzielam sprawiedliwie do dwóch misek - jedna będzie do farszu ze szczypiorkiem, a druga z natką pietruszki. Jeśli wolicie zrobić tylko ze szczypiorkiem lub tylko z natką - kupcie 4 pęczki wybranego dodatku i od razu szykujcie tylko jeden farsz. Oba są doskonałe.

Do jednej miski wrzucam natkę, do drugiej szczypiorek. Cebulę drobno siekami duszę na maśle (1 łyżka masla wystarczy) - przepisy Dębskich mają to do siebie, że nie można o nich rzec, że są chude, lekkie i niskokaloryczne! Kajzerkę namaczam w gorącej wodzie z dodatkiem naturalnego bulionu w proszku, ale wystarczy tylko woda. Bułkę dzielę na dwie części, cabulę tak samo - rozdzielam do miseczek z natką i szczypiorkiem. Każdy farsz przyprawiam jeszcze solą i pieprzem - obficie! Następnie nakładam od wydrążonych skorupek farsz i odstawiam do lodówki (u mnie to kolejna noc w lodówce). Tuż przed podaniem "maczam" połówki w bułce tartej i układam bułką tartą do dołu na patelni z rozpuszczonym masłem (tu trzeba dać trochę więcej masła). Podsmażam aż jajka będą gorące a bułka wspaniale zrumieniona i chrupiąca. Ale jaja!!!











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...