Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muffiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muffiny. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 sierpnia 2011

DOBRY ROK?

Wczoraj minął rok od pierwszego wpisu na moim blogu. Niestety nie miałam dostępu do internetu i byłam zbyt zmęczona, żeby pomyśleć o jakimkolwiek wpisie. Ostatnie dni były dla mojej rodziny ciężkie emocjonalnie, w ubiegłą sobotę byłam w Toruniu na pogrzebie siostry mojej babci, czyli mojej ciocio-babci, jak nazywałam Ewę.

Ewa regularnie zaglądała na mój blog, ale jak sama przyznawała niespecjalnie lubiła "pichcenie". Jeszcze cztery dni przed śmiercią dzwoniła do mnie zapytać o przepis na zupę z soczewicy, którą ugotowała dla znajomych. Jako ostatnie danie, które ugotowała w ogóle. To fakt niby całkowicie bez znaczenia, jednak kiedy pomyślę o tej rozmowie telefonicznej to cieszę się tym, że mogłam podzielić się przepisem jako symboliczną formą podzielenia się czymś dobrym, cennym, co mogę przekazać... nasuwa mi się takie podsumowanie tego, czym jest mój blog:

Przez rok dzieliłam się tu wyjątkowo osobistymi przeżyciami, historiami i przemyśleniami. A także przepisami, wybierałam te najlepsze, które szczególnie chciałam polecić. Nie mogę dzielić się z innymi pieniędzmi, nie jestem radcą prawnym ani lekarzem by dzielić się radami, nie jestem nauczycielem, żeby dzielić się wiedzą. Mam nadzieję, że kolejny rok również da mi szanse dzielić się z Wami tym najlepszym, co mogę przekazać: wnioski z popełnionych okropnych lub całkiem błahych błędów życiowych, humor, dystans do siebie i do otoczenia oraz doświadczenie, które zdobywam w kuchni.

Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają i wspierają mnie miłym słowem, którzy zgadzają się i tym, którzy mają totalnie odmienne poglądy na wiele spraw. Dziękuję za liczne życzenia pod urodzinowymi wpisami dla moich dzieci i męża. 99,99% "moich" obserwatorów to kobiety - każda jest inna, a jednak nieustannie otrzymuję od Was dowody nadawania na tych samych falach, zrozumienia i wsparcia. To jest fantastyczne i czyni pisanie bloga jakimś cudownym doświadczeniem, a kontak z Wami - wyjątkową przygodą. 

Dziękuję...

Dziś pokazuję przepis, ktory można wykorzystać jako muffiny lub ciasto:

CYTRYNOWE MUFFINY Z MALINAMI
  • 60g masła
  • 200g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 150g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • sok i skórka z 1 cytryny
  • ok.120ml mleka
  • 1 jajko
  • 100g malin

Masło roztopiłam, ostudziłam, wbiłam jajko i wymieszałam. Otarłam skórkę z cytryny, do menzurki wycisnęłąm sok z cytryny i uzupełnilam mlekiem tak, aby mieć 200ml płynu. Mleko od razu się zetnie, ale tak ma być. W misce wymieszałam suche składniki, dodałam masło z jajkiem, mleko z cytryną i porządnie wymieszałam. Na koniec dodalam świeże maliny i jeszcze raz wymieszałam ciasto.
Według przepisu należy wyłożyć formę do muffinów papilotkami, ja jednak z braku powyższych tylko nasmarowałam wgłębienia masłem i nakładałam do nich ciasto. Oprócz tego mam piękne silikonowe serca na muffiny, które idealnie się nadają na tego typu wypieki. Z tego sklepu mam też silikonowe foremki na ciastka dla dzieci. Za trzecim razem (ostatnio piekę to ciasto nieustannie) użyłam zwykłego fajansowego naczynia na suflet i upiekłam ciasto a nie muffiny.
Muffiny pieklam w 200C około 20 minut, ciasto około 35 minut.
Przepis jest z drugiej książki Nigelli Lawson "How to be a domestic goddess". Maliny i cytryna stanowią wyjątkowe połączenie, gdybym miała przedstawić sierpień za pomocą jakiegoś wypieku to na pewno wybrałabym te muffinu, smakują dokładnie jak sierpień :)









środa, 6 kwietnia 2011

Seler vs. muffin - czyli przekąski na kinderball...

Dostaję szału za każdym razem kiedy słyszę o tym, jak powinno się żywić dzieci. Ostatnio przyjaciółka opowiadała mi o jakimś kolejnym kinderbalu dla trzylatków, na którym dzieci dostały do jedzenia selerki naciowe, posiekane surowe marchewki i chipsy, czyli suszone jabłka. Pycha, nie ma co!

- Ach, spójrz na te nasze króliczki! Jak sobie chrupią marchewki asze słoneczka! - zachwycały się mamusie.

Podobno w salce dla dorosłych stały gdzieś pod oknem miseczki z prawdziwymi chipsami, orzeszkami i paluszkami (solonymi!!!!). Starszy syn mojej przyjaciółki (9 lat), który przyszedł z tatą odebrać siostrzyczkę spytał, czy będzie coś do zjedzenia.
- Ćsiii! - fukali oburzeni rodzice.

Czyli oni także uważają, że chłopiec ma rację.  Nie było nic do jedzenia. Dla trzylatków, które biegały i bawiły się kilka godzin. OOO, zapomniałam. Gdy nieśmiało wniesiono tort - rodzice rzucili się na właścicielkę sali zabaw i bombardowali ją pytaniami. Czy tu są śladowe ilości orzechów? Czy to jest z produktów ekologicznych? Czy w cieście jest użyte mleko? i odsuwali co poniektóre dzieci od tortu jak od zła największego...

 Mela kończy latem 3 latka. Już niedługo czekają mnie takie "imprezowe" atrakcje!!! Już się cieszę, aby odpowiednio to skomentować. Jestem totalnie uprzedzona, nie dam sobie wmowić, że przecież jest tyle otyłych dzieci, że słodycze są niezdrowe, że wszyscy są uczuleni na tyle produktów... Wszystko jest niezdrowe, jak się przesadza. Nie wierzę, że na taki kinderball nie można było przyszykować jakichś fajnych pożywnych muffinów, sałatek owocowych z żelkami, kisieli, budyniów i innych smacznych różności. Jest tyle przepisów, że jeśli boimy się, by nie podać jakiegoś alergenu - możemy przyszykować ciastka bez mleka lub bez jajek, już pokazywałam u siebie na blogu takie muffiny. Wiem, że są dzieci otyłe, ale nie wierzę, że to dlatego, bo czasem sobie chapsną czystą czekoladę lub domowe ciasto. Wiem, że są dzieci uczulone, ale to nie powód, by nie chodziły na kinderbale i nie powód by inni mali goście mieli jeść trawę podczas męczącej zabawy!

Oto galeria ślicznych i pożywnych muffinków oraz ciasteczek owsianych i innych zdrowych przekąsek, idealnych na przyjęcia dziecięce - oczywiście nie tylko :)
linki przekierują do przepisów - zajrzyjcie!

truskawkowo-bananowe z kawałkami białej czekolady i śladową ilością cukru, ale za to... z fioletowym lukrem na wierzchu :) przepis na samym dole...

Bezjajeczne, bezmleczne muffiny bananowe z masą z serka Philadelphia i posypkami lub żelkami Haribo






Popularne babeczki "cup cakes" z bitą śmietaną i dekoracjami z lukru plastycznego - prezent dla koleżanki, która urodziła synka. Trzyletnia siostra była bardzo szczęśliwa :)


muffinki z jagodami - świetne latem i chyba nikt nie powie, że niezdrowe...?


Owsiane chocolate chip cookies




Rożki z ciasta francuskiego ze szpinakiem


MUFFINY TRUSKAWKOWO-BANANOWE Z BIAŁĄ CZEKOLADĄ
  • 75 g roztopionego masła
  • 250g mąki
  • 2 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 115 g cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu wanilii
  • 1 filiżanka truskawek posiekanych (mogą być mrożone)
  • garść posiekanej bialej czekolady
  • 1 banan
  • 2 średniej jaja
  • 125 ml mleka
Wszystkie składniki mieszam razem, nie zważając na kolejność dodawania składników. Nakładam do papierowych foremek i wstawiam do nagrzanego do 180-190C piekarnika na około 25 minut. Gotowe! Potem można podać z dowolnym lukrem, bitą śmietaną lub zupełnie bez niczego. Smakują wybornie. Latem truskawki, potem maliny i jagody, a na końcu - jesienią - śliwki. Muffiny są wspaniałe o każdej porze roku!

piątek, 4 marca 2011

Ciałko oversize...

Moje biedne ciałko już jakiś czas temu zaokrąglilo się nieco powyżej normy i jest lekko hmmm... oversize??? Co kilka dni razem z mężem pokrzykujemy głośno:

- Dość tego!!! (a Mela woła "Gość tego!" :))) Od jutra nie jemy pieczywa i słodyczy!!!
- Masz absolutną rację kochanie! I trzeba też wykluczyć makaron, ryż i wogóle wszystkie węglowodany przetworzone... gotowaną marchew i wszystko co ma wysoki indeks glikemiczny.
- To co my, k..wa, będziemy jeść?!!
- Nie wiem. Coś się wymyśli...?
- Ale trzeba zacząć od jutra.
- Nie kochanie, lepiej od poniedziałku. Zróbmy trzynastkę (dieta kopenhaska, masakra, ale skuteczna!)
- Żadnej trzynastki. Idę z psem.
- Ok. zobacz czy jest kolejka po pączki "U Wróbla"...
.......

Pączków już nie było. Na szczęście. I ja, biedna, siedze teraz i obmyślam jak by tu się odchudzać... Pisałam już Wam kiedyś o wszystkich dietach, przez które przeszłam, i o wszystkich, których efekty popsułam obżerając się do granic możliwości (ogromnych możliwości) w jednej i drugiej ciąży!!! To jest taki podstęp natury - cała uwaga skupia się wokół brzucha, że nawet samej nie sposób zauważyć, jak rośnie dupsko!!!

No nic... trzeba jeszcze raz przez to przejść, więcej ćwiczeń i jakoś to będzie. Tymczasowo muszę mocno ograniczyć (bo przecież nie kompletnie wyeliminować) takie pyszne i smaczne rzeczy jak muffinki, ciastka, czekoladę, i pełno innych pyszności. Nie zrezygnuję z makaronów, bo według mnie to bzdura, że bardzo tuczą. Po prostu musimy z moim kochanym mężem przestrzegać jednej, podstawowej, rygorystycznej zasady: jeśli w przepisie jest podane, że porcja jest dla 6-ciu osób, to niech ten posiłek starczy nam na 2-3 dni, a nie na jeden obiad plus "WIECZORNE WYJADANIE Z GARNKA", bo:

- Przecież chciałem/am go umyć i już schować kochanie...

Jakby przewidując kulinarne i dietetyczne trzęsienie ziemi, które miało nawiedzić nasz dom - szybko zdążyłam jeszcze we wtorek zrobić nowe muffinki. Wykorzystałam przepis Nigelli z "How to be a domestic goddess" - uwaga - muffiny są bezjajeczne i bezcukrowe, więc, żeby nie było zbyt "light" - zrobiłam do nich cudowną polewę, z przepisu Anny Olson.

Chciałam zrobić jakieś oryginalne muffinki, bo koło mojego domu już od blisko roku, funkcjonuje pierwsza w Warszawie muffiniarnia, o wdzięcznej nazwie "Goodies". Przechodziłam koło tego miejsca setki razy, ale dopiero niedawno tam weszłam - bo drzwi mają tak wąskie, że nie mogę wjechać nawet z pojedynczym wózkiem!!! Witryna wygląda imponująco, muffiny są przepięknie ozdobione i wyglądają smakowicie. Ale na tym koniec! Ich smak to ogromne rozczarowanie... Mdła polewa, gąbczasty środek, "Mamuniu lipa" powiedzała moja córeczka.

Ale uświadomiło mi to, jak fajnie można kombinować z ozdabianiem muffinów i cup cakes, jak przepięnie wtedy wyglądają. Chciałam się przekonać, że można takie same, a nawet lepsze zrobić samemu w domu. Można takie śliczne ciasteczka przynieść komuś w prezencie, włączyć je do jakichś tematycznych imprez - możliwości jest mnóstwo. A tak wyglądają moje muffiny na pożegnanie karnawału:



BEZJAJECZNE MUFFINY BANANOWE
  • 30g masła
  • 60g miodu
  • pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 duże, dojrzałe banany
  • 150g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
Masło, miod i wanilię pidgrzałam w garnku aż do rozpuszczenia i ostudziłam. Banany rozgniotłam widelcem, dodałam przestudzone msalo z miodem i wsypałam wszystkie sypkie skladniki. Nigella podkreśla, żeby nie mieszać wszystkiego zbyt starannie. Masa ma być kleista i grudkowata. Podane składniki wystarczą na 12 muffinów. Piekłam w papierowych foremkach, w 190C około 20-25 minut - te muffinki bardzo się zrumienią, ale tak ma być.

POLEWA Z BIAŁEJ CZEKOLADY
  • 100g białej czekolady
  • 120g masła
  • 50g cukru pudru
  • szczypta soli
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego
To jest masakra kaloryczna!!! Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej i wymieszałam z miękkim masłem trzepaczką. Dodałam sól, cukier puder i wanilię. Gotową masę schładzałam w lodówce, wyjęłam kilka minut przed wykorzystaniem. Niestety zepsuł się mój rękaw cukierniczy, więc nakladałam masę na muffinki zwyklą łyżką, próbując nadać jej lekko piramidkowaty, skręcony kształt (jak lody włoskie!). Partię masy czekoladowej zabarwiłam różowym barwnikiem spożywczym. Na koniec ozdobiłam muffinki różnymi posypkami: srebrnymi lub złotymi perełkami cukrowymi, kolorowym maczkiem, jadalnymi cekinami w kształcie gwiazdek. Idealne zakończenie karnawału i idealne pożegnanie ze słodyczami przed dietą...










poniedziałek, 14 lutego 2011

BANANOWE MUFFINY -dla tych, którzy dziś jeszcze nie mają dość kiczu!!!

W teorii nie lubimy Walentynek i całej medialnej otoczki, która im towarzyszy! Kacper ma nawet zapowiedziane, że jak wróci z jakimś pluszowym sercem lub klasyczną czerwoną różą, to niechybnie mi się narazi. No a mnie narazi na silne nudności. Ciężko jednak uciec od choćby namiastki tego święta, więc w zeszłym tygodniu jakoś tak próbowałam wykorzystać talerz, który dostałam w prezencie - jest to taki zestaw śniadaniowy, z osobistą solniczką i pieprzniczką, kubeczkiem na kawę i kieliszkiem na jajko i miejscem na coś jeszcze, np. plastry boczku, szparagi, tost z miodem... Wymyśliłam sobie, że w przedwalentynkowy weekend zrobię jakieś romantyczne i urocze śniadanko dla Kacpra, nawet zrobiłam takie najpierw dla siebie, żeby sprawdzić jak to wygląda, ale potem odpuściłam (i bardzo dobrze, bo dzięki temu Kacper zrobił super omlet i zadebiutował na blogu!!!). Za to wspominałam sobie czasy liceum, zwłaszcza jedne walentynki, chyba w klasie maturalnej, kiedy to mój obecny mąż obdarował mnie ciepłą parą skarpet! To takie seksowne, prawda?! Skarpetki bynajmniej nie były w serduszka, za to chyba był na nich jakiś kiciuś - nie dam sobie uciąć ręki, ale chyba miał różową kokardę na szyi... Oczywiście nie muszę nawet tłumaczyć, co bym powiedziała na taki "gift" dziś... Taaaak, walentynki miały -kiedyś- swój urok, ale dziś zdecydowanie bardziej wolę się nastawić na inne, zbliżające się wielkimi krokami święto:

TŁUSTY CZWARTEK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A ostatnio w moim piekarniku pojawiły się:

MUFFINY Z BANANAMI I PłATKAMI OWSIANYMI

  • 2 dojrzałe banany
  • 100ml oliwy
  • 100ml mleka
  • 2 jajka
  • pół szklanki mąki
  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • 2 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • ½ łyż. cynamonu
  • ½ łyż. gałki muszkatołowej
  • 50g cukru
  • 3 łyżki miodu
  • 1 łyż. ekstraktu waniliowego lub pół op.cukru waniliowego
Wszystkie składniki wsypuję do miski, nie zważając na kolejność. Mieszam, aż uzyskam kleistą masę - jeśli będzie zbyt rzadka to dodajcie trochę mąki i odrobinę więcej proszku. Z tego przepisu wychodzą zbite, jakby zakalcowate muffiny, nie wyrosną zbyt duże, dlatego można nałożyć więcej ciasta do foremek. Ale nie bójcie się, że coś poszło nie tak - właśnie takie mają być. Wstawiam na ok. 20 minut do piekarnika nastawionego na 190C.
P.S. Połączyłam przepis, który pokazywałam już tutaj, z nowym, wyszperanym w zakamarkach kuchni tv.. A wyglądały tak:
 





A to mój cudaczny talerzyk śniadaniowy z lekko przypaloną zawartością :) plastry boczku smażylam w miodzie, ale trochę za długo! Mimo to były bardzo smaczne! Gdyby moje dzieci spały do 9.30 jadłabym tak codziennie! 
 

wtorek, 30 listopada 2010

DOSKONAŁY SUBSTYTUT!!!

Kiedyś z całą pewnością powinnam wydać poradnik na temat wpadek rodzicielskich oraz sposobów wyjścia z niemal każdej dziwnej wychowawczej sytuacji. Jakiś czas temu z pewną skruchą, ale również humorem pisałam o tym jak to moja wspaniała córa stosuje swobodne rozładowanie emocji wypowiadając niecenzuralną "kuwę". Szybko wkroczyliśmy do akcji eliminując z naszego słownictwa wszystkie nieobyczajne określenia, ale również takie mniej rażące, natomiast z całą pewnością nieodpowiednie dla dwulatki. Niestety poczucie pustki było nie do zniesienia (bo w domu, w którym jest dwoje dorosłych, dwoje dzieci, duży pies i nieustanny bałagan - nie sposób sobie czasem zdrowo nie przekląć, prawda?). Trzeba było szybko znaleźć substytut "kuwy", cholery, kurdemola, shita (oshit to Mela bardzo sobie upodobała). Zainspirowały nas bajki "Tomek i przyjaciele" oraz "Stacyjkowo". Bohaterowie tychże bajek to lokomotywy, które co jakiś czas pokrzykują z wrażenia:

- Na świst pary!
- Na dym z komina!
- Ciuchciastycznie! (to wspaniała alternatywa dla "zajebiście", nieprawdaż?)

a także

- Na moje zderzaki! - no z tym to jeszcze przemyślimy, bo niestety na myśl przywołuje mi jedynie lata 90-te i rozkładówki z Playboya, które chłopcy w podstawówce oglądali ukradkiem pod ławką, zachwalając co poniektóre "zderzaki".

Okres adaptacyjny zakończył się sukcesem, teraz nastąpi utrwalenie. Mela jest zachwycona! Nie szkodzi, że mówi "Narty bez komina!", ważne, że działa tak, jak założyliśmy. Kacper mówi, że musi tylko uważać w pracy, by nie powiedzieć przy kimś "Ciuchciastycznie", bo to będzie jeszcze gorsze, niż na prawdę siarczyste przekleństwo! :)

Dziś podam przepis z nowej książki Nigelli, oczywiście "ulepszyłam" go trochę. Jestem bardzo rozgoryczona, bo z powodu zamieci śnieżnej nie przyszły do mnie przyjaciółki, które - według moich planów, miały zjeść większość muffinek - a tak zostaliśmy ja, Kacper i Mela z 15 ciachami... a ja nie lubię marnować takich pyszności!

Muffiny czekoladowo-bananowe

3 banany (najlepiej bardzo dojrzałe)
225g mąki (czyli czubata szklanka)
125ml oleju roślinnego (może być z pestek winogron, a nawet słonecznikowy, ale raczej nie rzepakowy, bo ma zbyt charakterystyczny smak - jak do ciasteczek)
łyżeczka sody oczyszczonej
pół łyżeczki soli
50 g cukru brązowego
50 g zwykłego cukru (chociaż Nigella uważa, że ma być 125g tylko brązowego, to ja wolę, żeby było pół na pół, wtedy ciasto jest odrobinę słodsze, co w tym przepisie ma znaczenie)
2 jajka
3 łyżki kakao
od siebie dodaję pół tabliczki gorzkiej czekolady pokrojonej na malutkie kawałeczki

Jajka mieszam z rozgniecionymi bananami, cukrem i olejem. W osobnej misce przesiewam mąkę i kakao (tak! przesiewam, mimo że to wydaje się takie staroświeckie!) z sodą i solą i łączę z bananową masą. Wykładam blaszkę do muffinek papierowymi foremkami (te cudne z różami dostałam w prezencie od siostry) i nakładam ciasto do każdej. Potem do każdej foremki dodaję kawałeczki czekolady i trochę je wciskam do środka ciasta. Piekarnik nastawiam na 190-200C i piekę 15-20 minut. Na świst pary, jakie te muffinki są ciuchciastyczne!

P.S. Utworzyłam na facebooko stronę promującą mojego bloga - zajrzyjcie!















piątek, 19 listopada 2010

OWSIANO-JABŁKOWE MUFFINY


Hołd dla twórców przepisów na muffiny! Chciałoby się rzec, że ktoś kiedyś miał głowę na karku, że wymyślił coś tak wspaniałego! To wyjątkowe danie, cieszy nie tylko wspaniałym smakiem, ale samym wyglądem, a proces przygotowania jest jak relaksująca sesja!

Mam sporo wymówek i wiele okazji, by robić i jeść muffiny :) po pierwsze to bardzo zdrowe ciasto, świetne na przekąskę dla małych dzieci, zamiast "kupnych" słodkości. Moje muffinki robię z połączenia dwóch przepisów: boskiej Nigelli i całkiem przystojnego "Domowego Kucharza" - Michaela Smitha, który wyglądem zupełnie przypomina Aidana z Seksu w wielkim mieście! To taka dygresja :)

Przeczytajcie skład, a upewnicie się w przekonaniu, że to samo zdrowie :)

Owsiano-jabłkowe muffiny

2 szklanki mąki
1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka brązowego cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
2 jajka
1/2 szklanki oliwy
1 i 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
3 średnie jabłka,obrane, pokrojone w drobną kostkę

W przepisach oryginalnych powinna być mąka orkiszowa, według Nigelli będzie jeszcze zdrowiej, a zamiast jabłek - tarta marchew, ale ja wolę jabłka. Myślę, że świetne byłyby też gruszki. Sami widzicie, że to bardzo zdrowy skład: zamiast masła - oliwa, zamiast większej ilości mąki - płatki owsiane. Super sprawa.

Sypkie składniki mieszam razem, osobno jajka z oliwą i jogurtem. Do sypkich składników wrzucam jabłka a potem wszystko mieszam razem z masą jajeczno-oliwno-jogurtową. Michael Smith sugeruje, że nie wolno zbyt dokładnie mieszać, bo ciasto będzie zbyt twarde. To samo mówi Nigelle, która podkreśla, że taki jest urok prawdziwych muffinów - muszą być kleiste i grudkowate, w przeciwieństwie do kupnych, sztucznie napompowanych puszystych muffinek.

Pieczemy w 190C, około 30 minut. Ja zawsze używam papierowych foremek, które można bez trudu zamówić z netu lub kupić w wielu sklepach. Różową silikonową formę w kształcie tulipanów i stokrotek zamówiłam z tortownia.pl. O ile w przypadku innych przepisów lepiej nie nakładać zbyt dużo ciasta do foremek - to tu można nałożyć po brzegi - ciasto jest ciężkie i nie wyrośnie tak bardzo, a naładowane foremki wyglądają niezwykle obficie i apetycznie :)
Pozdrawiam przed weekendem i życzę smacznego!















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...