Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Risotto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Risotto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 marca 2012

Gdy dzieci są podejrzanie głośno... Risotto z dorszem i rozmarynem.


Każdy rodzic co najmniej raz w życiu powiedział następujące zdanie:

- Zaniepokoiło mnie to, że w pokoju zrobiło się podejrzanie cicho...

Ach, ta "niepokojąca cisza"... Uruchamia czujność i podejrzliwość oraz pewność, że dziecko jest właśnie w trakcie jakiejś totalnie zakazanej czynności. Zwykle okazuje się, że Bogu ducha winny maluszek smarował ketchupem kanapę, dłubał dziurę w ścianie przy pomocy plastikowej łyżeczki, dorwał się do lakieru do paznokci lub odkręcił tubkę pasty do zębów i umazał sobie włosy. To ten rodzaj historyjek, który rodzice lubią sprzedać tym dopiero oczekującym potomstwa. Taka żartobliwa forma powiedzenia, że wogóle nie mają pojęcia jak to będzie, a będzie oczywiście cholernie ciężko.

U mnie w domu ciszy nie ma nigdy. Chyba rzeczywiście musiałaby mnie mocno zaniepokoić. Ale gdy dzieci się bawią, krzyczą, śmieją - wszystko jest w porządku, prawda? A jeszcze jak wołają:

- Mamo, chodź zobacz!

To co, niepokoicie się? Jasne, że nie! Czy dziecko, które robi coś niepokojącego, zakazanego lub groźnego, woła rodzica? Wtedy na luziku, odkrzykuję "Zaraz" i wracam do swoich, bardzo ważnych czynności. Nie czuję wcale nawet tyciusieńkiego niepokoju. A szkoda. Bo logika podpowiada, że gdy coś powoduje wielką wielką radość - to warto zastanowić się, "o co kaman". Poszukać przyczyny tej nagłej radochy :)

Na wołanie "Mamo chodź zobacz" rzucam się teraz pędem, bo wiem, że wtedy:

1) Dzieci karmią psa mega-turbo-eko szynką

2) Smarują sobie buzie żelem Durex Play i z radością mi oznajmiają, że "To smakuje jak żelki!"

3) Bezlitośnie żłobią paznokciami rysy w moich cieniach do powiek

4) Nonszalancko zrzucają z kanapek plastry pomidora i cieszą się, że tak "robi plask mlask" no i fajowo przykleja się do podłogi!

5) Odkręcają butelkę wody mineralnej, nabierają do ust wielkie łyki i plują potężnym strumieniem na siebie, ale nie tylko, także na podlogę, meble, a potem jeszcze rozcierają plamy skarpetkami i rączkami.

6) Próbują wspinać się na regał

7) Otwierają lodówkę, wyjmują z szuflad owoce i warzywa i znajdują dla nich jakiś sposób użytkowania całkowicie nie spożywczego

Znajdą się tacy rodzice, którzy powiedzą: to niedpuszczalne, wszystko trzeba chować, u nas dzieci nigdy nie mają dostępu do lodówki, szafek z naszymi kosmetykami, nie ma zabawy jedzeniem, ble ble ble.

U nas też tak było. Zabezpieczenia, blokady, zatyczki. Przez ostatnie lata trochę się zużyły, trochę pękło, trochę się odkleiło, a resztę Mela już umie otwierać. Otwiera bardzo chętnie, także na wyraźne życzenie Wojtusia. Ale to jest nasz dom, to są nasze przedmioty, to jest nasza wspólna przestrzeń, moja, męża i naszych dzieci. Nie będę przed nimi wszystkiego chować, blokować. Wolę wbiegać w panice do pokoju i w kółko tłumaczyć, czemu nie chcę, żeby bawili się moimi kosmetykami. Mam z tego mnóstwo radości, gdy widzę ich pomysłowość, ciekawość, zaglądanie we wszystkie zakamarki. To są dzieci, mają prawo nie wiedzieć, że psu nie dajemy drogiej szynki, że brudną kanapę ciężko sprać, że trzeba uważać na wiele rzeczy. Ale zakazy i wydzielanie stref swobodnej zabawy nie mieści mi się w głowie. To po prostu cudowne, że można się tak niesamowicie cieszyć plując wodą! Skrobiąc w moim pudrze. Rozgniatając winogrona palcem. Śmieję się razem z nimi i czerpię z tego śmiechu ogromną energię.




RISOTTO Z DORSZEM I ROZMARYNEM
  •  0,5kg filetów z dorsza (miałam świeżutkie, przywiezione przez teściów z nad morza!)
  • 2 cebule
  • 50g masła
  • kilka łyżek oliwy
  • 1,5-2 szklanki ryżu do risotto (carnaroli lub arborio)
  • łyżka świeżych igieł rozmarynu
  • 1l rosołu (użyłam mojego oklepanego eko bulionu w proszku z wodą)
  • garść parmezanu do sosu, plus jeszcze do posypania
  • sól i pieprz




Cebulę posiekałam i zeszkliłam na maśle wymieszanym z oliwą. Wsypałam ryż, połowę rozmarynu, przesmażyłam, żeby wszystkie ziarenka oblepiły się maślano-oliwno-cebulową warstewką. Wlałam pierwszą filiżankę bulionu, mieszałam aż ryż wchłonął calkowicie pierwszą porcję. Stopniowo dodawalam bulion, zawsze czekając aż ryż nasiąknie płynem, przed dodaniem kolejnej porcji. Całe mieszanie i dolewanie może trwać ok. 20 minut. W międzyczasie filety opłukałam, osuszyłam, posypałam solą i pieprzem i zrumieniłam na patelni. Gdy ryż był już gotowy - powinien być lekko twardawy w środku (al dente), dodałam parmezan i mieszałam aż ser się rozpuścił. Potem dodalam kawalki ryby i odrobinę sosu, który został na patelni po smażeniu filetów. Calość przełożyłam na półmisek i posypałam jeszcze dodatkowo parmezanem i rozmarynem. Pycha!



     

środa, 18 stycznia 2012

CONTRADICTION. Risotto z pieczoną papryką i mascarpone.



Niedawno pisałam, że gdy kobieta doświadcza zbyt wielu całkowicie sprzecznych odczuć naraz - często jedynym ujściem tych emocji jest płacz...

Niestety - czas powrócić do tematu! Tym razem w nieco innym kontekście...
Płacz jest dla mnie stanem przejściowym, ale rutynowym, ja i moje szlochy jesteśmy ze sobą związani, znamy się dobrze i utrzymujemy regularne stosunki.

Ostatnie dni to udręka i ekstaza, uwielbienie i irytacja, rozpacz i euforia, radość i żal, egoizm i empatia, duma lub brak wiary w siebie, usprawiedliwianie się lub silne wyrzuty sumienia... Wszystko to zmienia się i następuje po sobie w kompletnie nieprzewidywalnych sekwencjach. Zmiany następują tak błyskawicznie, że nawet najdoskonalsze urządzenie do monitorowania aktywności mózgu mogłoby ich nie wychwycić!

W wakacje wpadł mi w ręce wywiad z Kayah, w którym opowiadała o początkach swojego macierzyństwa. Mówiła, że kilka razy dziennie miała ochotę udusić swoje dziecko a następnie samej wyskoczyć przez okno. Zapewne sporo w tym przesady i odbiór tego tekstu miał być niedosłowny, jednak zawsze jestem pod wrażeniem, gdy ktoś ma odwagę powiedzieć publicznie o ciemnej stronie macierzyństwa, zmęczeniu, frustracji i kompletnej bezradności. Jak ja. Miłość do moich dzieci miesza się z niedowierzaniem do jakich intryg i scen histerii są zdolne. Poczucie wsparcia męża - z oskarżaniem go o ogromną niesprawiedliwość. Warto zastanowić się nad sprzecznościami, których doświadczamy choćby tylko jednego dnia. Przemęczony system, który otrzymuje przeciwstawne informacje, często zawiesza się, pracuje mniej wydajnie lub wariuje.
Jednym z pomyślnie zainstalowanych programów ogarniających awarie jest u mnie zdolność do wypłakania wszystkich nierozwiązywalnych sytuacji problematycznych.

Żal mi mężczyzn, którzy zapewne nigdy nie zrozumieją jak to możliwe, że na pytanie: "Czemu płaczesz?" nie pada odpowiedź, tylko wybucha jeszcze głośniejsza seria szlochania... Przecież wszystko musi mieć jakąś przyczynę. Przyczyna jest taka, że  płacz powszechnie uznawany za oznakę słabości, to dla mnie odruch, który chroni przed rzucaniem talerzami w ścianę, wypaleniem paczki papierosów, głośną awanturą lub jakimś gorszym szaleństwem. To oczyszczenie, które ma działanie konstruktywne, oczywiście do następnego nagromadzenia sprzeczności.

Wraz z pojawieniem się nowych obowiązków, aktywności i wielu zmian - mój system okazuje się mało wydajny. Czeka mnie wymiana oprogramowania i przeprowadzenie licznych aktualizacji.

Zakłócenia  spowodowane pracami nad utrzymaniem sprawności systemów i konserwacją sieci potrwają jeszcze kilka tygodni. To czas, który jest potrzebny, by moje dzieci uznały, że coś dzieje się od zawsze :) Teraz reagują wyjątkowo nieznośnie w odpowiedzi na nagłe zmiany, ale wkrótce zapomną, że kiedyś mama nie pracowała. Nowa rzeczywistość, przeciw której się buntują - to będzie dla nich norma. Wtedy mój system oczyści się z nadmiaru wrażeń i trosk ostatecznie, przynajmniej na jakiś (długi) czas i powróci do spokojnego funkcjonowania. Czekam na to! Już za kilkadziesiąt dni moje życie może być całkiem cudowne, poukładane i piękne!





RISOTTO Z PIECZONĄ PAPRYKĄ, BOCZKIEM I MASCARPONE
  • 2 duże papryki (użyłam czerwonych)
  • 50g masła (dałam jedną łyżkę od zupy)
  • 1 cebula (u mnie czerwona)
  • 2 ząbki czosnku
  • 250g ryżu do risotto
  • 1,5 l wody wymieszanej z bulionem w proszku (bez glutaminianu sodu)
  • 1 łyżka oliwy
  • 60g boczku wędzonego (użyłam włoskiej pancetty)
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • 5 łyżek mascarpone
  • 50g tartego parmezanu
  • sól, pieprz i szczypiorek, o którym zapomniałam :)





Papryki piekłam 15 minut w piekarniku nagrzanym do 200C. Po tym czasie elegancko zejdzie z nich cala skóra. Wtedy trzeba pociąć je na paseczki lub w kostkę - jak kto woli.
Cebulę i czosnek posiekałam, wrzuciłam do garnka z grubym dnem i zeszkliłam na maśle z oliwą. Dodałam 2/3 papryki. Potem wsypałam ryż i powoli wlewałam bulion. Zasady risotto nie zmienne - bulion dodajemy po jednej filiżance i mieszamy aż ryż całkowicie wchłonie poprzednią porcję bulionu, zanim wlejemy następną. Gdy ryż wchłonie cały bulion (u mnie trwa to ok15 minut), dodałam mascarpone, parmezan, sól, pieprz i zrumienioną pancettę (lub boczek). Na sam koniec, już po nałożeniu na talerz, dekorowałam pozostałą papryką i sporą ilością natki pietruszki. Moje uwielbienie do risotto wzrasta z każdym przetestowanym przepisem! Niestety jest bardziej praco- i czasochłonne od makaronu, ale warto poświęcić chwilę i przygotować je jak należy, bez pośpiechu i pamiętając o wszystkich wskazówkach.



Dla przypomnienia poprzednie przepisy na risotto:

Cytrynowe z selerem naciowym - kliknij tu
Szpinakowe z suszonymi pomidorami - kliknij tu

Dzisiejszy przepis na risotto znalazłam w książce Valentiny Harris "Recepies from an Italian Terrace" Valentiny Harris, której autorstwa "Cytrynowe kulki mięsne" tak mi smakowały latem...


poniedziałek, 24 października 2011

GIRLS NIGHT OUT!!! ... z Babcią :) SZPINAKOWE RISOTTO Z SUSZONYMI POMIDORAMI

Pamiętacie jak niedawno pisałam o tym, że nie mam wiekowej, gotującej babci? Wcale nie żałuję! Doceniam to co mam - bo moja babcia (niestety od lat tylko jedna) jest niesamowita: docent chemii organicznej, podróżnicza i żeglarka, miłośniczka książek, teatru i muzyki klasycznej. Generalnie inne babcie, chociaż na pewno kochane - przy mojej wymiękają. A, zapomniałam jeszcze, że moja babcia, choć ma 79 lat ciągle śmiga po mieście autkiem! Ledwo wystaje znad kierownicy, przez co nie mam do końca pewności czy wszystko przed sobą widzi. Babcia jest niezła. Regularnie zabiera mnie na "Girls night out" - do teatru lub filharmonii. Być może większość kobiet nie o takim wyjściu marzy, ale ja te wieczory z babcią uwielbiam. Choć ostatnio byłam zawiedziona...

Sąsiadem mojej babci jest znany wiolonczelista Sinfonia Varsovia. We wrześniu zaprosił ją na swój benefis. Dziadek nie mógł iść, więc zabrała mnie. Koncert, jak koncert, ale tym razem po koncercie miała być lampka szampana z okazji benefisu. Nie to, żebym jakoś tęskniła do każdej możliwości wypicia ;) , ale chyba na tę "lampkę" najbardziej ze wszystkiego czekałam. Zastanawiałyśmy się z babcią podczas przerwy czy będzie Penderecki, Maestro Maksymiuk i inne "sławy" polskiej muzyki klasycznej. Po koncercie kierowałyśmy się na schody kiedy dogonili nas inni babci sąsiedzi, również zaproszeni.

- Czy Panie mają jak wrócić do domu? - zapytał uprzejmie sąsiad babci.
- Wrócimy taksówką, nie chcemy robić kłopotu - odparła babcia: kokieteria kobiet nie maleje wraz z wiekiem!!!
- Proszę pozwolić się odwieźć - szarmancja wzrasta proporcjonalnie do wieku kobiet, którym się chcemy przypodobać!
- Och, no bardzo dziękujemy, w takim razie spotkamy się na przyjęciu.
- Jakim przyjęciu? - spytał lekko zdziwiony sąsiad.
- Czy nie idą Państwo na lampkę szampana - babcia już wiedziała, że popełniła gafę, ale brnęła dalej.
- Nic o tym nie wiemy. Nie zostaliśmy zaproszeni. Chyba.

Tu oczekiwałam od babci jakiegoś wyjścia z sytuacji, np. "Och chodziło pewnie tylko o to, żeby złożyć życzenia z okazji benefisu. Znamy się tyle lat, że po prostu wypada podejść. Proszę się nami nie przejmować, wrócimy z wnuczką taksówką, damy sobie radę". Zamiast tego Babcia powiedziała:

- Musiałam coś źle zrozumieć. Pewnie chodziło o to, żebyśmy z mężem odwiedzili ich już w domu na lampkę wina. Bardzo chętnie z wnuczką z Państwem wrócimy.

Ciągnęłam babcię za rękaw i chrząkałam, ale słowo się rzekło i nie było już odwrotu. Najgorsze jest to, że babci wcale nie zależało na tej cholernej lampce szampana. Ale czemu mi tak zależało? Co bym właściwie robiła wśród mocno starszego, wręcz geriatrycznego towarzystwa? Z kim bym się wdała w dyskusję sącząc tę nieszczęsny kieliszek? I co bym mogła powiedzieć? Przecież to, że dwa razy w roku chodzę z babcią na koncert nie czyni mnie w żadnym razie partnerem do rozmowy z prawdziwymi melomanami...

Wracałyśmy z sąsiadami, grubawym małżeństwem, które przez całą drogę opowiadało o swojej miłości do tanga. Gdyby nie fakt, że właśnie mi umknęła z przed nosa lampka szampana z Pendereckim, to bym chyba wybuchła mimowolnym, niekontrolowanym śmiechem na samo wyobrażenie tej tęgiej pary tańczącej tango.

Gdy wysiadłyśmy, babcia powiedziała:
- Widzę, że się martwisz.
- Nie martwię się... tylko nasz wieczór został przez tych sąsiadów skrócony!
- Nie szkodzi. Zabiorę cię na lampkę szampana jeszcze wiele razy.

Trzymam Cię za słowo Babciu!


SZPINAKOWE RISOTTO Z SUSZONYMI POMIDORAMI

  • szklanka ryżu do risotto (używam arborio)
  • pół paczki mrożonego szpinaku
  • średnia cebulka
  • 2-3 ząbki czosnku
  • solidna łyżka masła
  • łyżka oliwy
  • ok.1 l bulionu (1 l wody i łyżka stołowa bulionu w proszku bez glutaminianu sodu)
  • kilka suszonych pomidorów
  • ok.100g parmezanu (lub innego sera)
Cebulę i czosnek siekam drobno i podsmażam na maśle. W tym czasie podgrzewam bulion i gry jest na granicy wrzenia trzymam go na malutkim gazie, żeby był cały czas bardzo gorący. Do cebulki na maśle wsypuję ryż, zmniejszam gaz i kilka chwil smażę ryż mieszając, aby cały obtoczył się masłem. Filiżanką od kawy lub chochlą wlewam bulion. Maleńkimi porcjami. Mieszam ryż z bulionem i czekam aż pierwsza porcja całkowicie się wchłonie. Wtedy wlewam następną filiżankę. Ponownie mieszam aż do wchłonięcia poprzedniej porcji. Całe to mieszanie ryżu i dolewanie bulionu jest bardzo odstresowujące. To czynności podczas których można się uwolnić od wszelkiego pośpiechu i nerwowości. A i tak przygotowanie risotto nie zajmuje więcej czasu niż jakiegoś innego dania.

Risotto jest gotowe, gdy wchłanianie bulionu już prawie wcale nie następuje, a ryż jest miękki na zewnątrz, ale twardawy przy ugryzieniu. Wtedy nie dodaję już bulionu, ale wsypuję odsączony szpinak. Przyprawiam solą i pieprzem, dodaję garść startego parmezanu. Mieszam chwilę, by ser się rozpuścił. Właściwie taka podstawowa wersja, czyli risotto białe można jeść bez szpinaku (czasem dolewa się odrobinę białego wina). Kiedyś pokazywałam już podobne, najprostsze cyrtynowe risotto z selerem naciowym (tutaj). Ja jednak lubię dodatek szpinaku oraz moich domowych suszonych pomidorów. Na wierzchu układam jeszcze kilka cieniusieńko skrojonych płatków parmezanu. Gotowe. Jeśli macie wątpliwości czym się ta potrawa różni od makaronu z sosem szpinakowym - to zapewniam, że smakuje zupełnie inaczej! Te ziarenka ryżu, to coś zupełnie innego niż makaron. Pyszne! Dzieci się zajadają, a ja omijam kuchnię szerokim łukiem (po zjedzeniu jednej porcji), żeby nie wyjadać prosto z garnka...


środa, 23 marca 2011

KOKOSOWE RISOTTO Z WANILIĄ. [*] Wspomnienie o Liz [*]

Elizabeth Taylor była najpiękniejszą Kleopatrą i najbardziej zmysłową kotką na gorącym blaszanym dachu. Świetną aktorką, piękną kobietą i działaczką charytatywną.

Była matką czworga dzieci i została aż dziewięciokrotnie babcią (pierwszy raz w wieku zaledwie 39 lat!)

Allposters.com

Totalny chaos życia prywatnego - to chyba dość szybko stało się głównym tematem zainteresowania mediów. Nie ma sensu pisać o tym co mniej chlubne, mniej udane od jej wspaniałych i nagradzanych ról filmowych. Ja zawsze będę podziwiać Liz jako jedną z takich kobiet - jakich już nie ma. Bo pięknych kobiet jest bardzo dużo. Ale aktorki z okresu Hollywood Golden Age - były piękne w sposób, który dziś nazwałabym szlachetnym i dystyngowanym. Jak Elizabeth, niezwykle oryginalna uroda i posągowa piękność. Elizabeth była też znana ze względu na kolekcję wspaniałych diamentów - które tak niesamowicie podkreślają urodę kobiet.

Filmy z Liz to w moich wspomnieniach pierwsze anteny satelitarne i kanał, na którym był Cartoon Network w dzień a TCM wieczorem. Kiedy nocowałam u moich Dziadków, zawsze babcia przychodziła, gdy kończyły się kreskówki, ale ja mogłam jeszcze razem z nią obejrzeć jeszcze film na TCM. Wtedy "zaliczyłam" znaczną część klasyki starego kina amerykanskiego - gdzie Liz była perełką :)

Dobrze napisane wspomnienie o Elizabeth Taylor - z agencji AP - kliknij tutaj.

Dziś zrobiło mi się trochę żal. Po prostu szkoda. 79 lat to nie jest dużo w dzisiejszych czasach.

[*][*][*]

Moja córeczka uwielbia smakołyki. Nie uchronię jej przed "kupnymi" słodyczami, nie przejmuję się tym, że podjada żelki, rodzynki w czekoladzie i jakieś chrupki. Po prostu tak często jak się da - podsuwam zdrowe alternatywy. Ten deser może być w wersji dla zupełnych maluchów (tylko mleko kokosowe z ryżem), w wersji dla dzieci, które mogą pić mleko krowie lub słodką śmietankę, a nawet w wersji dla dorosłych - o tym poniżej.

WANILIOWO-KOKOSOWE RISOTTO
  • puszka mleka kokosowego
  • ziarenka z połowy laski wanilii
  • 2-3 łyżki cukru
  • kilka łyżek mleka lub słodkiej śmietanki 18% (opcjonalnie)*
  • pół szklanki ryżu do risotto
  • szklanka wody
Laskę wanilii przekroiłam na pół i z jednej połówki wydrążyłam nasionka. Drugą połówkę schowałam, muszę jednak o niej pamiętać i zużyć w ciągu tygodnia. Jeśli nie macie pomysłu co zrobić - można ją przechować w słoiku ze zwykłym cukrem- otrzymacie wspaniały, naturalnie aromatyzowany cukier waniliowy. Mleko kokosowe podgrzałam w garnku, dodałam ziarenka wanilii i wymieszałam, dodalam na początku jedną łyżkę cukru. Powoli podgrzewałam mieszając, wsypałam ryż i co jakiś czas mieszałam, aż ryż wchłonął sporo płynu. Wtedy dodawałam powoli wodę i trochę śmietanki plus łyżkę mleka, po trochu. Całość gotuje się ok. 20 minut, trzeba co jakiś czas mieszać, podgrzewać powoli, co jakiś czas dolewać wodę - ale danie ma być gęste i kleiste. Gdy ryż będzie już bardzo miękki - spróbujcie, czy trzeba jeszcze posłodzić. Moim zdaniem 2 łyżki cukru zupełnie wystarczą. Bardzo smaczna i pożywna przekąska :) Jeśli macie ochotę wypróbować bardzo oryginalne i smaczne cytrynowe risotto z selerem naciowym i szalotkami - kliknijcie tutaj.

W wersji dla dorosłych - zamierzam namoczyć trawę cytrynową w mleku kokosowym i odrobinę podgrzać - żeby deser nabrał aromatu trawy - zamiast wanilii.











poniedziałek, 28 lutego 2011

CYTRYNOWE RISOTTO i rozważania na temat kury... domowej!

Moja siostra powiedziała mi, że gdyby nie gotowanie i blog, to moje życie byłoby śmiertelnie nudne! Cóż - każdy widzi to odrobinę inaczej: dla jednych jestem ogarniającą niemożliwe młodą dziewczyną, która w miarę wcześnie uwinęła się z tematem dzieci i czeka mnie już tylko wspaniała przyszłość zawodowa z urlopami pełnymi przygód. Dla nich to niesamowite, że jednocześnie wychowuję dzieci, utrzymuję liczne relacje towarzyskie i rodzinne, kreatywnie spędzam czas w domu, gotuję i bloguję. Dla drugich jestem nieuchronnie zbliżającą się do trzydziestki kurą domową, która przemieszcza się z kanapy do kuchenki, sprząta wiecznie rozłożone zabawki, wyjmuje ciastolinę z pomiędzy poduszek od kanapy, i gdyby nie jakaś namiastka kreatywności w postaci bloga, to nie byłoby pewnie nawet o czym ze mną porozmawiać!

Fakt, ostatnio trochę przeginamy z oglądaniem telewizji, te zimowe wieczory to był maraton House'a, chirurgii otyłości, planety ziemi i szkła kontaktowego, którego nie cierpię - więc to świadczy o wieczornym zmęczeniu: tylko tępe, hipnotyczne wpatrywanie się w odbiornik. Nic z tym złego. Tylko kilka refleksji mnie naszło po obejrzeniu jakże wielu bloków reklamowych tej zimy... Pierwsze co rzuca się w oczy, to model mamuśki prezentowany w reklamach, np. Winiary. Laska ok. 30-tki, posiadająca trójkę dzieci w wieku przedszkolnym lub jedno, a najwyżej dwoje, ale już kilkunastoletnie podlotki. W dżinsach biodrówkach. opiętym trykociku i z nienagannym makijażem szykuje jakąś klasyczną zupę, barszcz, ogórkową (na żeberkach - przepis wyjęty z mocno zardzewiałej puszki), jakąś potrawkę. Krótkie obliczenia, z których wynika, że jak laska ma 3 dychy i dziecko w wieku gimnazjalnym to albo mega wczesna wpadka albo coś tu nie pasuje! Wiem, że może produkty reklamowane przez Bożenę Dykiel to nie jest już powiew świeżości, ale bez przesady!!!

Drugie co mnie wk...wia, to taki podział, że synek z tatusiem idą odrabiać lekcje, a "dziewczyny" zostają w kuchni i gotują tę nieszczęsną ogórkową na żeberkach. A inna reklama w formie wywiadu - pytanie o barszcz czerwony - i kto odpowiada? sterana życiem mamuśka z nad wózka, jakaś pani w zatłoczonym sklepie, a na koniec "Mój jest doskonały" mówi pani domu, czyli laska lat 27 góra z 12 letnią córką! Zgrabnym obrotem tyłka sięga do szafki po saszetkę barszczyku! To media kreują jakiś taki fałszywy podział, że te kobitki co to próbują robić barszcz domowy są objuczone zakupami, pchają wózek, są starsze i spocone. A te, które mają saszetki to laseczki, kobitki sukcesu.

Ok, daleko mi do wyglądu modelowej biurwy (również stereotyp z reklam - np. płatki owsiane instant, nesvita, czy jakieś tam inne produkty do zalania wrzątkiem w pracy - to laska w wąziutkiej, pozwalającej na drobienie kroczków 30cm spódnicy, koszuli z kołnierzykiem opiętej wokół bardzo atrakcyjnego biustu), ale nie chcę być postrzegana jako upaprana przecierową zupką mamuśka, która tylko przewija. Teraz wyobrażam sobie co pomyślą o mnie na jakiejś rozmowie kwalifikacyjnej, jak powiem, że mam dwójkę dzieci a moje hobby to gotowanie! Od razu stanie im przed oczami baba od wózka z reklamy Winiary! A może ja ten czas wykorzystałam tak dobrze, że nikomu się nawet nie śni?! Nie chcę się więcej kojarzyć z taką kurą domową, najgorszy obraz to taka z reklamy Vizira lub innego proszku. Jestem po prostu młodą laską, za kilkanaście dni kończę dopiero 27 lat, jestem przede wszystkim mamą, ale nie tylko! Szkoda, że niektórym tak ciężko to zrozumieć, że się dziwią, że nie rozumieją, że ulegają stereotypowemu, jakże mylnemu myśleniu... Postrzegają mnie przez dzieci i "siedzenie" w domu - gdyby kobieta pracująca interesowała się gotowaniem, mówiliby, że ma ciekawe hobby. U mnie, według niektórych,  hobby wynika z musu i zaistniałej sytuacji, no bo "Co ona innego mogłaby robić?".

Moje dni są tak wypełnione, że nie mam czasu nawet na moje najwspanialsze hobby! Od dawna nosiłam się z zamiarem przygotowanie potrawy, o której na czuja wiedziałam, że będzie niezwykła. I taka była:

CYTRYNOWE RISOTTO Z SELEREM NACIOWYM
  • 300g ryżu do risotto
  • 1l bulionu*
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła
  • 1 łodyga selera naciowego
  • 2 szalotki lub inne cebulki
  • skórka i sok z połowy cytryny
  • 2 gałązki rozmarynu
  • garść parmezanu
  • 1 żółtko
  • małe opakowanie śmietany do zup**
  • sól i pieprz***
* bulion robię z wody i bulionu w proszku bez glutaminianu sodu
** w przepisie oryginalnym jest śmietana kremówka, ale ja wolałam użyć tradycyjnej, kwaśnej
*** pieprz powinien być biały, ale ja wolę czarny
Składniki podałam prosto z książki Nigelli - porcja na 2 osoby (głodne!) - ja zrobiłam od razu większa porcję, dlatego na zdjęciach zobaczycie dwa żółtka zamiast jednego!

To nie jest pracochłonne danie, ale na jego przygotowanie potrzeba trochę czasu. Znalazłam je w "Nigella gryzie". Najpierw przygotowałam bulion. Szalotki i seler obrałam, opłukałam i posiekałam. Podsmażałam na oliwie i maśle, a gdy się zeszkliły wsypałam ryż i zaczęłam małymi porcjami (po.ok małej filiżance) dodawać bulion. Za każdym razem trzeba czekać aż ryż wchłonie całą porcję bulionu i dopiero dodawać następną. Gdy ryż będzie al dente, czyli twardawy (nie można dopuścić by się rozgotował) - trzeba dodać do risotta skórkę cytrynową i rozmaryn. W misce wymieszałam śmietanę, sok z cytryny, żółtko, parmezan, sól i pieprz i dodałam mieszankę do risotta. Od razu zdjęłam z kuchenki i nałożyłam porcje. Moje risotto pierwszego dnia było nieco płynne, ale dla mnie cudowne. Następnego dnia wchłonęło więcej płynu i było już zupełnie sztywne i tak samo wspaniale smaczne!









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...