Niedawno usłyszałam przypadkiem wyjątkowo krzywdzącą opinię o kuchni włoskiej - że to tylko czosnek, pomidory, pizza i makaron!!! Trudno o większą ignorancję, bo bogactwo kuchni włoskiej aż trudno, według mnie, opisać!!!
Włochom zawdzięczamy tyle rodzajów potraw, serów, alkoholi, deserów!!! Dodatkowo pasja, z jaką Włosi podchodzą do gotowania i jedzenia jest cudowna i zaraźliwa. Moi rodzice zjeździli Wlochy wzdłuż i wszerz, więc opowieści i zapożyczone zwyczaje, a także przepisy, które poznali - towarzyszą mi od dziecka. Oboje z mężem jesteśmy zgodni co do tego, że gdybyśmy mieli na starość zamieszkać poza Polską, marzylibyśmy o tym, by osiedlić się w małym włoskim miasteczku.
W ubiegłoroczne wakacje udało nam się "zaliczyć" króciutki pobyt w regionie Friuli-Wenecja Julijska. Na naszej trasie było Udine, gdzie się "zamelinowaliśmy", a wypady zrobiliśmy do Gemona di Friuli - miasteczka, które w latach 70-tych przeszło straszliwe trzęsienie ziemi i niemal w całości legło w gruzach, oraz leżące już nad morzem - Marano Lagunare - maleńka "wioseczka" rybacko-turystyczna. Włosi zjednali sobie moje serce bezproblemowym podejściem do naszego czworonoga, który nie dość, że nie był klopotem dla nikogo, to był wręcz mile widziany w każdej knajpeczce i od razu dostawał wodę w wiadrze (!) i kawałki chleba do gryzienia!!! :)
Od lat interesowałam się kuchnią włoską - dlatego nie sądziłam jak wiele jeszcze może mnie zadziwić i zaskoczyć! To jest dowód na to, że kuchnia włoska kryje wiele bogactw i niespodzianek. Codziennie jedliśmy coś totalnie nowego i nieznanego nam wcześniej. Jedno odkrycie kulinarne było niezwykle cenne. Popełniłam błąd podczas składania zamówienia w miłej, malutkiej restauracyjce i zamiast zwykłych oliwek do przegryzania, dostałam bardzo oryginalną, gorącą przystawkę, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania: Olive all' ascolana. To gigantyczne oliwki, faszerowane jakimś mięsem, pokryte grubą i chrupiącą panierką... absolutny smakołyk, cudna przekąska! Po powrocie do Polski próbowałam poszukać przepisu, jednak znalazłam tylko po włosku i muszę poprosić mojego tatę, żeby mi przetłumaczył. Jest nawet jakiś filmik na youtube, ale niespecjalnie dobrze rozumiem jak je przygotować, podobno sam farsz jest praco i czasochłonny w przygotowaniu. Postanowiłam jednak zrobić coś w miarę podobnego na własny sposób:
FASZEROWANE OLIWKI W CHRUPIĄCEJ PANIERCE
- zielone oliwki olbrzymie bez pestki
- pęczek bazylii
- puszka tuńczyka
- puszka anchois
- kilkanaście suszonych pomidorów
- 1 jajko
- kilka łyżek mąki
- kilka łyżek bułki tartej
- pomidory w proszku*
- suszona papryka
- pieprz
- olej do smażenia
* Genialna przyprawa, którą dostałam w prezencie od sklepu Aledobre.pl - sproszkowane pomidory można dodawać do sosów, zup, sałatek - ja w kilka dni zużylam już prawie całe opakowanie, bo dodaję do wszystkiego i bardzo, bardzo poprawia smak!!! Przyprawa nie zawiera soli ani żadnych dodatków, dlatego już sporo łyżeczek wylądowało w potrawkach dla mojego synka :) Gorąco polecam!
Oliwki nacięłam je z jednej strony i do środka wkładałam liść bazylii i suszonego pomidora, kawałek tuńczyka lub anchois. Obtaczałam nafaszerowane oliwki w mące, w jajku, w bułce tartej z dodatkiem suszonej papryki, pomidorów w proszku i pieprzu. Smażyłam na rumiany kolor. Prezentowały się wspaniale! Te z tuńczykiem i suszonym pomidorem były najlepsze, z anchois było ciekawie, niestety sama oliwka, podobnie jak anchois - to bardzo słone dodatki i w połączeniu były nawet nieco zbyt słone. Koniecznie wypróbujcie taką przekąskę, na zdjęciach widać piękne dekoracje potrawy przygotowane przez moją siostrę. To duże muszle suchego makaronu pokryte złotym sprayem oraz pęczki rozmarynu.
PS. po przepisy z "włoskim sercem" radzę zajrzeć na świetnego bloga Italia od kuchni. Pozdrawiam autorkę :)

