poniedziałek, 31 stycznia 2011

Rodzina w kawiarni i ekologia

Ostatnio pozwiedzałam trochę miejsc, do których można zabrać dzieci i nie czuć wstydu z powodu tego, że hałasują, brudzą, bawią się, rozlewają picie, rozsypują jedzenie i są po prostu dziećmi. Ogromna ulga - że są takie miejsca. Ale zaraz potem ogromne rozczarowanie - natknęłam się bowiem na kolejną kategorię rodziców. W kilku postach (tu, tu i tu) pisałam już o rozmaitym "nawiedzeniu", to jednak było co innego. To było dążenie do doskonałości dziecka lub wypieranie się tego, że po urodzeniu dzieci jest taki moment, kiedy można wyluzować, nie być doskonałym i cieszyć się każdym dniem - niewielu ludzi to potrafi i docenia. Wielu, którzy dopiero co zwolnili w wyścigu szczurów - tym zawodowym, przenosi ten zapał bycia najlepszym na wychowanie własnych dzieci. Ale dziś o kawiarni. Wchodzę i widzę lansiarskie wnętrze oraz lansiarskich rodziców z laptopami i Iphonami, Ipodami, Ipadami, którzy rozsiedli się w fotelach, nie zaszczycają spojrzeniem nie tylko swoich partnerów, nawet swoich dzieci!!! Przyszli tu jakby za karę, zapłacili za zajęcia edukacyjne swoich dzieci, by przykryć wyrzuty sumienia, że sobotniego poranka nie spędzają z dzieckiem RAZEM w domu, robiąc coś fajnego. Przecież dla dziecka wycinanki, wylepianki czy jakieś tam inne atrakcje z animatorką to super sprawa. A oni mają czas na swoje Ipad-zajęcia. Plus dziecko dostało "zdrową" przekąskę: na stoliku, przy którym siedziały dzieci biorące udział w zajęciach stało kilka kubeczków z UWAGA krojoną w słupek surową marchewką, pociętymi łodygami selera naciowego, wszystko udekorowane listkami sałaty... A gdzie jakieś bajeranckie muffinki? gdzie zdrowe domowe ciacha (już niech będą nawet z tej całej ekologicznej mąki orkiszowej czy tam pełnoziarnistej Montignaca!). Gdzie włączenie rodzica w zabawę razem z dzieckiem? Rodzice siedzą sobie oddzieleni we własnej części kawiarni!

Z dodatkowych obserwacji wniknęło coś jeszcze. Ten typ rodziców przykłada dużą uwagę do tzw. eko-wychowania dziecka. Wśród przyniesionych akcesoriów dominują zabawki materiałowe i drewniane, bo przecież wszystkie plastikowe trzeba potępiać. Zgadzam się, zalewa nas fala plastików, chętnie bym kupowała niemal wyłącznie zabawki drewniane lub materiałowe, szkoda tylko, że ich ceny są, powiedzmy niezbyt konkurencyjne wobec plastikowych. Aktywne wspieranie zabawek ekologicznych zmierza w złym kierunku. Snobskie marki takie jak Haba czy Moulin Roty dodają prestiżu! Krew mnie zalała, jak w którymś z kobiecych czasopism wypowiadała się Anna Dereszowska, z zachwytem opowiadając, jak to swojej córeczce na święta kupiła laleczkę do wyszywania Moulin Roty, zestaw do szycia tejże firmy i coś tam jeszcze chyba firmy Haba. Było coś jeszcze o ogromnej szkodzie jaką naszej kuli ziemskiej wyrządzają zabawki plastikowe... Dbanie o ekologię za wszelką cenę - tu razi dosłowność tej wszelkiej ceny, bo nie widziałam zabawki Haba tańszej niż kilkadzesiąt złotych, a to był chyba gryzak..

Dodam, że są producenci zabawek drewnianych, niedrogich i świetnej jakości - moja Mela ma śliczne zestawy materiałowych warzyw, owoców, kanapeczek i ciastek z Ikei - to po prostu cudeńka, a zabawa jest wspaniała.



 


Dziś proponuję znowu lasagne, ale tym razem inną:

LASAGNE Z RICOTTĄ I SZPINAKIEM

  • paczka mrożonego szpinaku
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki serka kremowego (philadelphia, turek lub piątnica)
  • łyżka oliwy
  • paczka serka ricotta
  • sól, pieprz
  • płaty makaronowe do lasagne (nieco ponad pół paczki)
  • kilka garści startego sera, ja użyłam parmezanu, może być dowolny ser żółty do zapiekania
Na sos beszamelowy:
  • łyżka mąki
  • 2 łyżki masła
  • szklanka tłustego mleka
Potrzebny będzie sos beszamelowy, wykonany z tego przepisu. Po zrobieniu sosu odstawiam go na bok, do czasu, gdy będzie potrzebny. Czosnek kroję drobno w plasterki i podsmażam na oliwie, dodaję szpinak i serek kremowy, po czym trochę odparowuję, doprawiam solą i pieprzem, dodaję ricottę. Płaty lasagne smaruję wodą z olejem i układam pierwszą warstwę w naczyniu żaroodpornym. Nakładam sos beszamelowy, następnie pierwszą porcję szpinaku (założyłam, że wyjdą mi trzy piętra lasagne, więc od razu podzieliłam masę szpinakową na mniej więcej równe trzy części). Na szpinaku ułożyłam kolejne płaty makaronowe, znów beszamel i znów masa szpinakowa. Na samym wierzchu dodałam ser żółty o wstawiłam do piekarnika na 35-40 minut (pierwsze 20 minut piekłam pod przykryciem z folii aluminiowej, potem bez). Gotowe!







11 komentarzy:

  1. Gosia... ja tu chciałam coś mądrego dodać... ale kurcze uwielbiam Cię!!
    Myślałam już po wstępie, że przeczytam o liście miejsc gdzie to tak cudownie i w spokoju można spędzić czas z Dzieciem. A tu żadnego ubierania w koronki. Czysty realizm i zdrowe matczyne podejście.
    Co do zabawek... ja tam uwielbiam plastiki ;D Sa piękne i kolorowe i właśnie nie kosztują majątek. A moje dziecie - podobnie pewnie jak miliony innych ma gdzieś super wypasione zabawki eko - nie eko. I przez dużą część czasu raduje się zwykłym balonikiem, kartonowym pudełkiem, czy puszką wypełnioną kolorowymi kuleczkami :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że w tym miejscu gdzie byłam można spędzić miło czas z dzieckiem, tyle, że nie w weekend! :) ale nie chodzilo mi o samo miejsce, bo było bardzo przyjemne - po prostu chodziło mi o taką grupę społeczną, która te miejsca wykorzystuje w taki a nie inny sposób... to mi trochę dalo do myślenia. Tak poza tym, to też uwielbiam zabawki drewniane - są śliczne... ale skoro mają być powszechniejsze od plastikowych, to trzeba coś zrobić, by były tańsze...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uwielbiam drewniane i materiałowe zabawki. Mój syn natomiast uwielbia plastikowe, świecące i wydające dźwięki samochody :)

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. budyń z ostatniego wpisu - jest przepyszny

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się :)))) myślę, że my do materiałowych i drewnianych zabawek mamy szczególny sentyment, bo w czasach mojego dzieciństwa zabawki plastikowe dopiero się zaczynaly i to one były szczególnie drogie i niedostępne. Dlatego, gdy moja teściowa kupiła Meli szmacianą lalę, to moja starsza siostra krzyknęła z zachwytu, że całe dzieciństwo jej stanęło przed oczami... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zabawki z Ikeii są ok i widać też mogą być eko :-) Nie wiedziałam, że są takie materiałowe warzywa w Ikeii - chyba się zaopatrzę, bo mój starszy synek przechodzi obecnie fascynację gotowaniem, zakupami itp. Myślałam o kuchence (ale po 1. kolejna duża zabawka do i tak już "zagraconego" pokoiku chłopaków, 2. jakoś tak myślałam sobie dla chłopca?), a tu proszę myślę, że to będzie idealnym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Apropo tych zajęć dla dzieci i rodziców siedzących obok z iPadem itd. Wiesz Gosiu czasami taka rzecz jest potrzebna, ja np. nie mam możliwośći aby zostawić dziecko z babcią, ciocią itd. Praktycznie cały czas przebywamy z dziećmi. Wszędzie je zabieramy. Z mojej perspektywy fajne są takie restauracje dla rodziców z dziećmi, w których rodzice choć na 15 min., pół godziny mogą w spokoju poczytać gazetę, książkę, a nawet posiedzieć przy laptopie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszamy do przyłączenia się do powstającej listy POLSKICH blogów kulinarnych: http://polskieblogikulinarne.blogspot.com

    Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam takie posty, gdyż od razu w głowie rodzi się mnóstwo myśli, których wręcz nie mogę kontrolować. Ale postaram się wysłowić w miarę zwięźle, choć jest to dla mnie trudne, bo temat budzi we mnie wiele sprzeciwu. Napatrzymałam się na takie przypadki pracując we wzorcowej korporacji, gdy wyjeżdżałam z Wawy do Gorzowa, wielu proponowało mi wizytę u psychiatry, teraz wielu znajomych ma małe dzieci i również przypatruję się z niepokojem, gdy dzieci stają się realizacją niespełnionych ambicji rodziców...bo jak wytłumaczyć buty puma na nogach roczniaka, komórkę w pierwszej klasie czy mini motor u ośmiolatka. I buntuję się bardzo. I nadziwić nie mogę się, że tylko dwa pokolenia wystarczyły, aby z normy zrobić drogi biznes. Jeszcze 50 lat temu nikomu nie przyszło do głowy, że naturalne produkty (tu mam na myśli sklepy ze zdrową żywnością) będą kilkanaście razy droższe niż te sztucznie wytwarzane. Ja takiemu zjawisku mówię wielkie głośne NIE!

    OdpowiedzUsuń
  10. zaglądnęłam przypadkiem i zostaję - ale tutaj u Was BOSKO!!!;)
    Muszę tylko jakoś znależć czas przy moich urwisach na prześledzenie blogu od początku:).
    Przepisy wydają się być miodzio na pewno będę testowała:)
    PS co do zabawek drewnianych nasze klocki zostały schowane bo chłopaki rzucały się nimi na potęgę może za jakiś czas wyciągnę - póki co kolorowe plastiki u nich górą to tak wedle bezpieczeństwa;)bo jednak plastikiem mniej boli przez głowę;)
    Pozdrawiam mama bliźniaków:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pyszna lasagnia! ALe chyba jednak dzieci wola te plaskikowe i kolorowe zabawki...

    OdpowiedzUsuń

Podziel się opinią!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...