poniedziałek, 11 października 2010

NAWIEDZONE part 3



Dwa lata temu nasi przyjaciele posłali synka do pierwszej klasy. Z dużym zainteresowaniem śledziłam ich przygotowania i słuchałam relacji z pierwszych tygodni tego niezwykłego etapu w życiu rodziny. Z wszystkich opowieści najlepiej zapamiętałam jedną: pierwsze zebranie rodziców. Ktoś wstał i krzyknął: "Postuluję zamknięcie szkolnego sklepiku, lub zakaz sprzedawania słodyczy! Moje dziecko zjadło w życiu tylko sześć cukierków, wszystkie dała mu teściowa!
...
No tak...
To kolejny klasyczny przykład nawiedzenia :)
Wszyscy wiedzą, że słodycze nie są dla dzieci najzdrowsze, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby synek mojej siostry po dwóch godzinach zajęć sportowych nie mógł zjeść snickersa!!! Może nie tędy droga, by od razu zamykać sklepiki szkolne?? Może trochę lepiej nadzorować co tam sprzedają? Bo chipsy ok, nie są dobre, ale czekolada, czy soki - no właściwie czemu nie?
Do dziś pamiętam okropne poczucie zakłopotania, gdy kiedyś podczas spaceru z sąsiadką i jej dzieckiem wyjęłam czekoladki Kinder, dałam Meli i gdy chciałam zaproponować współtowarzyszkom, matka w ułamku sekundy zrobiła wózkiem zwrot przez rufę, odjechała kilka metrów i poprosiła bym dała znać jak Mela skończy!!! Jakbyśmy robiły coś zakazanego, niesamowicie niestosownego! Potem usłyszałam, że ONI nie zamierzają dawać dziecku żadnych słodyczy do trzeciego roku życia! A potem co? Pytam, skoro nie znacie słodyczy, to czemu się odwróciliście od Meli jedzącej czekoladkę? hmmm
"Jak jest grzeczny to robię mu ciastka z mąką" - to kolejna szokująca, zasłyszana anegdotka. To ma chłopak wypas - mąka to rarytas, coś niesłychanego!
No a szczyt wszystkiego to książka "Drugi i trzeci rok życia dziecka". Tak, to kontynuacja "W oczekiwaniu na dziecko" i "Pierwszy rok życia dziecka" - światowych bestsellerów. Przeczytałam taki akapit - luźne streszczenie: Twoje dziecko jest już w tym wieku, że będzie zapraszane na kinderbale dzieci znajomych. Zanim tam pójdziecie, upewnij się, czy nie będzie kanapeczek z białego pieczywa, mnóstwa słodyczy i gazowanych napojów!!! A co ma być? Marchwianka, woda i pstrąg na parze??? To jest jakiś obłęd!! A rodzice temu ulegają. Słyszę: moje dziecko uwielbia pogryzać paseczki kolorowej papryki! To takie znakomite! No moje też chrupnie paprykę, ale nie pogardzi czekoladą i rodzynkami w czekoladzie, a wolę mu zapewnić dużo ruchu na powietrzu i rześkie spacery w mroźne dni, niż budować fikcyjny obraz zdrowego życia bez słodyczy, których w dzisiejszych czasach nie da się uniknąć. To od nas, rodziców, zależy edukacje żywieniowa naszych dzieci i uświadamianie, i sorki, ale likwidacja sklepików nic nie da, jeśli połowa z nas załatwi dziecku lewe zwolnienie z wf-u!

P.S. Wiem, że ja pewnie wprowadziłam te czekoladki trochę za wcześnie i kilka razy były okresy, gdy musiałyśmy unikać "zakazanych" półek w sklepach, a także obdzwonić wszystkich dziadków i zakazać przynoszenia Meli słodyczy. Ale teraz jest ok, są ciastka owsiane i rodzynki w czekoladzie - to nasz zestaw podstawowy :)

A dziś, po tym wylaniu żali na nawiedzonych "zdrowych" rodziców proponuję na prawdę zdrowy przepis - moja Mela się tym zajada :)))

Rożki z ciasta francuskiego ze szpinakiem

paczka mrożonego szpinaku
serek śmietankowy (philadelphia, almette, piątnica, ...)
trochę tartego parmezanu
ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
jajko roztrzepane z dwoma łyżkami wody
sól
pieprz
paczka ciasta francuskiego (kupuję Frosta)

Na patelni, na odrobinie oliwy podsmażam czosnek, dodaję szpinak i podgrzewam aż wyparuje woda i papka się zagęści. Dodaję pół paczki serka  śmietankowego i garść parmezanu, doprawiam solą i pieprzem. Piekarnik rozgrzewam do 180stopni. W paczce ciasta mam 6 płatów, kroję je na połowy. Powstaje 12 kwadratów ciasta. Od razu powiem, że farszu będzie trochę za dużo jak na te 12 kwadratów. Każdy kwadrat trochę rozciągam, brzegi smaruję odrobiną wody, a na środek kładę niewielką porcję farszu. Następnie składam brzegi, by powstał trójkąt. No i tu przeważnie mi nie wychodzi, ale nie przejmujcie się tym - smakuje tak samo dobrze :)
Wierzch każdego trójkąta smaruję jajkiem i układam na blaszce. Do piekarnika na jakieś 20 minut!
Smacznego!










piątek, 8 października 2010

Rocznicowo...

Cztery lata temu wyszłam za mąż! Ha! Wczoraj była nasza rocznica. Czwarta - to nie jest okrągła, ale się uśmialiśmy, bo to pierwsza, kiedy nie jestem w ciąży, nie karmię piersią, nie padamy skonani z niewyspania przy trzymiesięcznym dziecku! Co prawda podczas imprezy z okazji I rocznicy nie wiedziałam, że jestem w ciąży, ale byłam i dlatego tak sobie podsumowaliśmy: przez cztery lata przeprowadziliśmy się dwa razy, kupiliśmy psa, wykończyliśmy jeden prastary samochód, trzy razy byłam w ciąży, ale raz poroniłam, więc mamy dwójkę dzieci. Niezły bilans :)
Co można robić w rocznicę? W zeszłym roku to była katastrofa! Mela była malutka, a w brzuchu rósł mały Wojtunio. Postanowiliśmy zostać w domu, zjeść coś dobrego i obejrzeć romantyczny film. Jeśli można wypożyczyć film najmniej nadający się na rocznicę całkiem udanego małżeństwa - to ja taki wybrałam! "Droga do szczęścia" z Leo Dicaprio i Kate Winslet. Było tam wszystko, czego młode małżeństwo oglądać nie powinno: kłótnie, potworne wypalenie rutyną, zdrady, a na koniec "domowa" aborcja, która prowadzi do śmierci bohaterki!!! Koszmar.
W tym roku, tylko się śmialiśmy, że skoro daleko nam do bohaterów "Drogi do szczęścia" to jest nieźle!
Powiem, że z okazji rocznicy nieźle byłoby pobyć w domu parą, a nie rodzicami, chociaż przez kilka godzin... Ale poprzedniego dnia wykorzystaliśmy na dyżur przy dzieciach zarówno mojego tatę, jak i teścia z powodu tak banalnego - zakupy w Realu... szkoda gadać... no a moja mama wyjechała z miasta, siostra ma zaziębionego synka, z resztą kto by chciał u siebie taką dokazującą dwójkę :))) ???
Za to zrobiłam pyszną sałatkę, już widzę, że będzie hitem w moim domu, bo wyjedliśmy całą michę.
Życzcie mi szczęścia na kolejne lata w tym niesamowitym związku z partnerem życiowym i ojcem moich dzieci!!! :)

Sałatka ze szpinaku i pomarańczy

250g liści szpinaku
2 pomarańcze
pół czerwonej cebulki
łyżeczka musztardy z całymi ziarnami gorczycy
łyżka miodu
trochę oliwy
odrobinę soku z cytryny
sól i pieprz

Umyte liście szpinaku podarłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam do miski. Kacper pokroił pomarańczkę w perfekcyjne cząstki, niestety zanim trafiły do sałatki sporo wyjadła Melania :)
Czerwoną cebulkę posiekałam drobniutko i tez wrzuciłam do miski (jeśli kogoś przeraża surowa cebula - bez obaw - tu jest ledwo wyczuwalna. Dressing jest doskonały: sok z połowy drugiej pomarańczy, trochę soku z cytryny, miód, oliwa, sól i pieprz - wszystko to wymieszałam w osobnym kubeczki i dopiero po wymieszaniu podstawowych składników w misce, polałam je gotowym sosem. Połączenie pomarańczy z cebulą i musztardą brzmi bardzo dziwnie, ale smakuje świetnie, polecam!!! Smacznego!











środa, 6 października 2010

Jeszcze więcej o kosmetykach... i tortach!

Jakiś czas temu kupiłam sobie drogie, apteczne mydełko do twarzy. W łazience mam taki "ołtarzyk" na produkty kosmetyczne, dzięki którym wierzę, że będę lepiej wyglądać (niestety kiepsko u mnie z systematycznością stosowania). To ogromny wpływ reklam, które przekonują, że włosy będą mocniejsze o 68%, pory zmniejszone o 32%, a cellulit wygładzony o 97%. Pod spodem cieniutkimi literkami "samoocena - test na próbie 38 kobiet". Ale to już dygresja.
Z ogromnym zadowoleniem rozmyślałam sobie o tym, jak to teraz poprawi mi się cera, przeczytałam forum internetowe i opinie innych kobiet, poszłam do łazienki, by jeszcze raz spojrzeć na wskazania do stosowania na opakowaniu... Otwieram drzwi.. a tam... mój mąż pod prysznicem szoruje moim mydełkiem pod pachami!!!
Co za zbeszczeszczenie!!!

I tak to jest z tymi mężczyznami! Nawet nie zadadzą sobie trudu, by zerknąć na opakowanie - może są dzięki temu szczęśliwsi - w końcu mydło jest do umycia się, a nie do zmniejszania porów :))))

Wybaczam to mydełko, szampony na objętość, podkradanie mojego bezzapachowego dezodorantu! Kacper jest wspaniały, jak trzeba, to nawet z dwoma wózkami wychodził w wakacje, żebym z siostrą mogła skoczyć do outletów :)


A dziś o tortach! Kilka razy próbowałam zrobić wspaniały tort, za każdym razem kończyło się to ... źle. Ostatnia próba, to urodziny Meli, w lipcu. Upał był taki, że wszystkie reguły kulinarne szlag trafił. A ja zamówiłam z tortownia.pl (polecam, polecam, polecam!!!) srebrne i złote perełki, jadalną masę z lukru plastycznego do pokrycia tortu i jakieś tam jeszcze gadżety. Wszystkiego za mało. Torcik, który w rzeczywistości był sernikiem czekoladowym Nigelli (zmodyfikowanym, niebawem przepis), jakoś klapnął, lukier plastyczny nie chciał się rozwałkować i porwał się w kilku miejscach - rezultat był opłakany. Na dodatek torcik schładzał się w lodówce na dnie tortownicy, a następnego dnia był tak delikatny, że nie dałam rady go przenieść na ozdobną paterę. Gdy Mela za kilka lat zobaczy zdjęcia ze swoich drugich urodzin, to mnie na pewno zwymyśla, że nie zamówilam jej "profesjonalnego" ciasta z cukierni :))) z reszta zobaczcie sami:





A teraz zobaczcie, jaki wspaniały tort zamówiła moja siostra dla swojego synka, który gra w hokeja!!!

Wspaniała robota cake girl

Ehh, jeszcze wiele pracy przede mną :) może na pierwsze urodziny Wojtusia, pod koniec kwietnia, się wyćwiczę  w sztuce tortowej! A jakie są Wasze doświadczenia z tortami? Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...