poniedziałek, 28 maja 2012

czwartek, 24 maja 2012

Ja też! Tarta ze szparagami, parmezanem i jajkami.




- Ja też!

Czy macie w swoim otoczeniu, osobę, która, cokolwiek nie powiecie - odpowiada: Ja też?!

Ja też :) Zaskakujące, jak pewne zbieżności poglądów, opinii, zainteresowań - mogą wywołać ogromnie różne reakcje. Czasem to bardzo irytuje. Czasem jest zwyczajnie nudne. A czasem - bardzo kręci! Bez względu na płeć i wiek - krążymy wśród dziesiątków spotykanych ludzi i w tym misz maszu napotykamy osoby nam podobne.

Przyjemnie jest mieć kogoś kto rozumie, łapie w lot nasze żarty, podteksty i niedopowiedzenia, z kim można się porozumieć niemal bez słów. Z kim można chichotać, kto śmieje się tak samo głośno i często i tak samo łatwo nawiązuje kontakty. Przyjemnie wreszcie zrozumieć, że samemu nie jest się nadekspresyjną, niemożliwą gadułą, ocierającą się o krawędzie błazeństwa! Przyjemnie jest zobaczyć na własne oczy: jest nas więcej! Mieścimy się w normie, a nie na społecznym marginesie!

Zapewne wielu jest ludzi, którzy nie lubią kotów, mogą przyjąć hektolitry sosu sojowego, wiele kobiet, które uważają, że Dr House jest seksowny. Co jeszcze wyznacza to podobieństwo poglądów, charakterów, co warunkuje dobre samopoczucie w towarzystwie drugiej osoby? Może to jakieś ulotne substancje, może to jakieś fale o zbliżonej częstotliwości, bo przecież często używa się takich paranaukowych metafor, jak: między nimi jest chemia, nadają na tych samych falach.

Tego nie wiem. I choć ciągle mam ochotę odnotowywać kolejne podobieństwa - nie zagłębiam się bardziej w temat. Cieszę się, że miałam szansę spotkać aż kilka takich osób. Bratnich dusz, dzięki którym każdy aspekt życia, jak szkoła, praca, wychowanie dzieci - staje się łatwiejszy.



Czasem zdarza się moment ogromnego niedowierzania:

- To było z Monty Phytona, nie pamiętasz?
- Nie. Nienawidzę Monty Phytona...
- Nie...? Jak to?!
- Cóż... czymś musimy się przecież różnić :)


dla wszystkich bratnich dusz, które przepadają za szparagami - tych zapewne jest wiele!

TARTA ZE SZPARAGAMI, PARMEZANEM I JAJKAMI

Przepis z książki "Tarty. Słodkie i pikantne", wyd. MUZA S.A.,  z moimi modyfikacjami

  • 100 g masła
  • 175 g serka kremowego (Philadelphia, Piątnica, Turek)
  • 1,5 szklanki mąki
  • szczypta soli
  • kilkanaście łodyg szparagów (według książki 175g)
  • 2 żółtka
  • 3 całe jajka (według książki 5 całych jajek)
  • garść parmezanu
  • szklanka śmietanki 18% (według książki 12%)
  • sól i pieprz

Z masła, mąki i serka z solą zagniotłam ciasto i odstawiłam do lodówki na pół godziny. Następnie wyłożyłam ciastem naczynie do pieczenia tarty (może być tortownica, lub każde inne żaroodporne naczynie), na wierzchu ciasta położyłam arkusz papieru do pieczenia i wysypałam suche ziarna fasoli. Piekłam w 175C przez ok. 25 minut.



Szparagi zblanszowałam kilka minut w osolonej wrzącej wodzie i odcedziłam. Przełożyłam na upieczony spod tarty. 3 jajka delikatnie rozbijałam na spodeczek (po jednym) i delikatnie przekładałam na szparagi. 2 żółtka wymieszałam ze śmietanką i parmezanem, doprawiłam solą i pieprzem, przelałam na powierzchnię szparagów i jajek. Tartę zapiekałam jeszcze kolejne 15-20 minut, aż jajka się zestalą.

Najlepiej smakuje na ciepło!




Dodaję do akcji: Czas na piknik!

Czas na piknik

oraz: Sezon na szparagi.

Sezon na szparagi

sobota, 19 maja 2012

Diagnoza suszarki, coś prostego i imbirowa lemoniada



Dawniej ogromnie zazdrościłam kobietom, które są na tyle piękne, że wstając z łóżka nie muszą nic robić poza umyciem zębów i przejechaniem włosów grzebieniem.

Teraz wiem - że takie kobiety nie istnieją! :)

Każda, którą znam, przyznaje się do choćby kilku codziennych czynności upiększających, jak układanie włosów czy makijaż.

Czemu to robią? Bo chcą być inne, bo zazdroszczą sobie nawzajem, bo nie wieżą, gdy facet mówi, że najpiękniejsze są bez makijażu. Z tą zazdrością to skupię się na włosach - brunetki rpozjaśniają, blondynki przyciemniają lub kombinują z rudym, te z kręconymi - prostują, te z prostymi - kręcą i tak to się toczy: dzień w dzień, hektolitry pianek do włosów i kilowatogodziny energii elektrycznej ciągną suszarki i prostownice/lokówki, po to, byśmy mogły osiągnąć upragnione fryzury. Rzadko osiągamy. Ale uparcie dążymy.



Dążę i ja! Prostuję, a jak! Dzień w dzień mam kilka minut sam na sam: ja i moja suszarka. Ubiegłego lata ścięłam dobre kilkanaście centymetrów pokręconech włosów i poprosiłam o prostego, asymetrycznego grzybka :) Taka fryzura zobowiązuje, trzeba włosy prostować i koniec. Udaje mi się osiągnąć całkiem niezły efekt i wreszcie po wielu, wielu latach - jestem zadowolona ze swojej fryzury. Dlatego zrozumiecie moje przerażenie, kiedy zwierzę się, że ostatnio moja suszarka coś pomrukuje, trzeszczy i dziwnie się zachowuje! Pochrząkuje i podmuchuje w taki dziwny sposób, a objawy są tak nieytpowe, że z diagnozą kłopoty mógłby mieć nawet Gregory House! To z pewnością zawiły przypadek. Strajk suszarki to dla mnie, osobiście, coś strasznego! Tymczasem moje dążenia to coś prostego! Coś najprostszego, prostego jak struna! Prosta, niepokręcona głowa. Wolna od zawijasów!



Traktuję teraz moją suszarkę bardzo podejrzliwie, właściwie to przestałam odnosić się do niej czule, mamy takie ciche dni.

- Nie rób mi tego! - myślę. Nie teraz, kiedy odkładam na nowy obiektyw, maszynkę do lodów i mnóstwo innych ważnych rzeczy.

Ale nie wiem, co ona o tym wszystkim myśli. Może znudziło jej się wieczne robienie czegoś prostego. Może chce zrobić coś całkowicie odjechanego. Odwalić jakiś niespodziewany numer. Nie wiem. Z rosnącym niepokojem czekam na finał. Gdy suszarka nagle zastrajkuje - będę musiała popaść w totalny i nieprzewidywalny eksperyment fryzurowy - obecna długość jest wyjątkowo niełaskawa dla loków...

Tymczasem...

Lubicie lemoniadę...?



LEMONIADA Z MIĘTĄ I IMBIREM
  • 750ml wody gazowanej
  • 2 cm korzenia imbiru, obranego
  • 1 łyżka cukry trzcinowego
  • 1 cytryna/limonka
  • garść świeżych listków mięty
  • spragniony organizm
  • do dekoracji:
  • kwiatki nazbierane "dla mamusi" przez córeczkę, w drodze powrotnej z przedszkola





Woda musi być schłodzona w lodówce. Przelewam ją do dzbanka, lub w opcji na wynos - do szklanej butelki. Dodaję cukier, ostrożnie, bo całość może baaaardzo bulgotać i wypływać z butelki. Cytrynę kroję na pół, z jednej połowy od razu wciskam sok prosto do butelki, a drugą połowę kroję w plasterki i nastęnie mniejsze kawałki i wkładam do butelki. Pora na posiekane plasterki imbiru. I postrzępione listki mięty. Całość dobrze wymieszać i ponownie schłodzić. Najlepiej - parę godzin, żeby nabrała mocno imbirowo-cytrynowego smaku. Gotowe!






dodaję do akcji: Czas na piknik
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...